Blogi słabną, czyli rosną w siłę

Marzec 16, 2011

Wczoraj Interia podała wyniki badań, z których wynika, że blogi wśród amerykańskiej młodzieży przestają się cieszyć popularnością. Młodzież przesiada się na FB i Twittera.

Co z tego wynika?

Że spada liczba blogów, służących jedynie publikacji tego, co „u mnie słychać”. Do takich plotek FB i Twitter nadają się znakomicie.

A to oznacza, że na polu zostają blogi wartościowe. Które niosą ze sobą wartościową treść. Do czego FB się średnio nadaje i trochę Twitter.

A to oznacza z kolei, że blogi stają się elitarną formą wyrazu, która wymaga poświęcenia, dyscypliny, wyobraźni, wiedzy i doświadczenia, jakiegoś stopnia wysiłku.

Do tego naszymi odbiorcami nie jest młodzież. Więc zmiana zachowania w tej grupie nie wpływa znacząco na naszą grupę docelową.

I na koniec… domyślam się, że część, jak nie większość, z tej ewakuującej się młodzieży amerykańskiej, czyta blogi. Ja również czytam i NIE CHCĘ, aby ich autorzy przestali je prowadzić. Są one dla mnie tak wartościowe, że ubytek ten byłby dla mnie niepowetowaną stratą.

A dla Ciebie?

I właśnie dlatego blogi będą rosły w siłę, bo są potrzebne z punktu widzenia jednostki. Może będzie ich mniej, ale za to będą wartościowe.

Reklamy

Śmierć czasu i przestrzeni

Luty 21, 2011

The global knowledge economy will be born in the XXI century. We will witness:

  • the death of distance, as we will be mouse-clicks away not miles away,
  • the death of time, as what used to take months or years will take days or weeks,
  • the death of traditional corporation, as most innovations and new products will be developed by open networks of knowledge experts;
  • the death of traditional relationships, as permanent employment will be replaced by flexible task-sharing, and people will feel belonging to geography-based units (countries) as well as to web-based units (internet communities sharing same values and interests).

New social, cultural and economic order will be born in the XXI century, the era of the homo sapiens globalus. And it will happen faster than most people think. Much faster.

To fragment misji, jaką znajdziemy w rewelacyjnym blogu prof. Rybińskiego – ekonomisty SGH.

Misja napisana została w blogu w 2006 roku i powyższe twierdzenie doskonale odzwierciedla to, co widać teraz gołym okiem:

– the death of distance – jak BANALNIE łatwo i tanio  możemy nawiązać kontakt z osobą po drugiej stronie planety (nigdy jeszcze w historii ludzkości nie mieliśmy takich możliwości!), i tak samo możemy sięgać po naszych klientów!

– the death of time – dzięki technologii możemy wszystko robić wiele razy szybciej, niż wcześniej, to fakt, ale jest jeszcze coś: ślad naszej działalności zostaje w sieci na czas nieokreślenie długi. To oznacza, że efekt Twojego wysiłku e-marketingowego nie znika po wyczerpaniu się Twoich funduszy, czy wyczerpaniu nakładu, ale trwa bardzo, bardzo, bardzo długo. Wystarczy więc kilka minut pracy, by zbierać owoce przez lata.

– the death of traditional corporation WordPress jest najlepszym przykładem produktu stworzonego z pasji przez wolnych ludzi z całego świata. Inne przykłady: FireFox, OpenOffice, Diigo, Fiddler, itd. To też Facebook, gdyż w dużej części jest rozwijany przez developerów nie związanych z portalem. Dzięki tym działaniom możemy z WordPressa korzystać za darmo i całkowicie zlikwidować koszty marketingu.

– the death of traditional relationships – to kwestie zatrudnienia, ale też możliwości nieograniczonego zawierania znajomości – odległość nie jest tutaj przeszkodą. I co ważne, owe znajomości zawierane są w oparciu o jakieś kryteria – tematy, zagadnienia, które powodują chęć nawiązywania kontaktów. To prowadzi do powstania społeczności wokół takiego tematu (nie bloga, nie profilu na FB, czy GL, ale wokół tematu).

– And it will happen faster than most people think. Much faster. – Świat przed Facebookiem był inny niż teraz. Nie mam na myśli tego, że Facebook zmienił wszystko, ale ze względu na jego globalny charakter i wpływ na ludzkość, można powiedzieć, że od tego momentu wiele się zmieniło. Jeszcze pięć lat temu świat był inny. Za kolejnych pięć – będzie jeszcze bardziej różny od tego, co widzimy dziś. Jeżeli teraz nie dostrzegasz tej metamorfozy i nie próbujesz dostosować do niej swojego biznesu , to prawdopodobnie za pięć lat będziesz 50 lat w tyle za innymi.

Czego Tobie nie życzę 🙂

Pozdrawiam Ciebie i zachęcam do odwiedzin bloga Rybinski.eu!


Wywiad radiowy i strategia e-marketingowa

Styczeń 21, 2011

Zastanawiałem się, czy o tym napisać.

Wszędzie powtarzam dwie ważne rzeczy, które się z blogami wiążą:

Po pierwsze: Blog gromadzi w ramach swojej społeczności przede wszystkim osoby wpływowe (m. in. dziennikarzy i redaktorów). Jak już tutaj wspominałem nie raz, osoba wpływowa to ktoś, kto posiada własną społeczność, wśród której cieszy się sporym autorytetem i ma możliwość polecenia Twojego bloga, czy nawet Twoich usług (a wiadomo przecież, że najlepszą reklamą jest właśnie polecenie).

Osoba wpływowa to nie musi koniecznie być Twój klient i przeważnie nim nie jest, ale jego wartość tkwi właśnie w potencjale generowania tych klientów dla Ciebie (pomyśl, jaki to tani sposób na pozyskiwanie kolejnych odbiorców Twoich usług!).

Po drugie: Wokół każdego biznesu i każdej kancelarii „krążą” różnorakie możliwości rozwoju. Problem jest w tym, że aby do nich dotrzeć, potrzebne są stosowne narzędzia.

Blog prawniczy jest właśnie takim narzędziem, za pomocą którego można do niektórych z tych możliwości dotrzeć. Bez takiego narzędzia nigdy nie dowiesz się, o jakie możliwości chodzi. Dość powiedzieć, że każdy, kto zaczyna pisanie bloga i wie, jak to robić, wspomina o tym, że blog zmienił nie tylko jego biznes, ale również i życie.

Dlaczego o tym piszę…

Dziś ponownie miałem zaproszenie do Programu 1 Polskiego Radia na wywiad w temacie opodatkowania dochodów zagranicznych. Wywiad w porannych Sygnałach Dnia w bloku Wiadomości Gospodarcze. Największa słuchalność.

Niestety byłem zmuszony odrzucić ofertę, gdyż nie siedzę w tym temacie już tak dobrze, jak wówczas, kiedy regularnie prowadziłem swój blog podatkowy i pisałem opinie podatkowe dla Gazety Prawnej.

Ale jest to wyraźny dowód na to, jak blog (bo ten cały fame wokół mojej osoby wziął się z bloga) pracuje dla dobra swojego autora. Nie jestem doradcą podatkowym, ani jakimś super specjalistą od podatków międzynarodowych, a dzięki blogowi jestem zapraszany na wywiady, proszony o opinie i komentarze (nawet wtedy, kiedy nie mam już na to czasu).

Zobacz, ja się o to w ogóle nie staram: nie piszę, nie dzwonię, nie proszę. To Oni, osoby wpływowe dla mojego bloga, starają się o mnie (jeżeli tak można powiedzieć).

Wiele razy słyszałem z ust prawników, że ich to nie obchodzi, i że raczej wolą nie występować publicznie, a już w ogóle, to jak zechcą, to wywiad mogą mieć na zawołanie wszędzie.

Ciekawe… Tylko że w firmie konsultingowej, gdzie kiedyś pracowałem, wystąpienie w mediach było bardzo ważnym elementem marketingu, a niestety dostać się na łamy prasy, radia, a już w szczególności telewizji, nie było łatwo.

Więc takie gadanie, świadczy w mojej opinii o braku (wiedzy?) dbałości o konsekwentny i strategiczny rozwój kancelarii (publiczne pokazanie własnego doświadcenia ma dużą wartość, gdyż choćby może być ponownie wykorzystywane do promocji kancelarii).

Tak działa blog i tak działa dobrze dobrana strategia e-marketingowa. Gromadzi wokół siebie osoby wpływowe i podaje na tacy nowe możliwości. Tak jak mnie i innym prawnikom, którzy zdecydowali się pójść tą samą ścieżką.

 


„Prawnicy powinni się obudzić, jeśli chodzi o marketing społecznościowy”

Grudzień 14, 2010

Tytuł tego wpisu to po prostu tytuł niedawnego artykułu w The Lawyer, przesłanego mi przez Marcina Wystrychowskiego z BigFour.

Tekst mówi o tym, jak to największe firmy prawnicze USA posiadają profile w serwisach społecznościowych (głównie chodzi o LinkedIn), ale niestety są one napisane „na kolanie” i do tego z błędami. Autor próbuje nakłonić prawników do bardziej poważnego potraktowania social marketingu, gdyż znaczenie świata elektronicznego rośnie.

Artykuł sam w sobie nie jest tak ciekawy, jak dyskusja, która pod nim rozgorzała. Ciekawe, że nawet amerykańscy prawnicy różnie oceniają skuteczność marketingu społecznościowego. Zdania w dyskusji prezentują skrajne poglądy. Z jednej strony totalnie „na nie”:

What could lawyers possible gain from using social media. This is all just stuff and nonsense. Surely they should be spending time seeing to their clients needs rather than updating their Tweeting status or boasting about their latest corporate lunch on Facebook. Can anyone enlighten me on how exactly Linked In would further anyone’s career?

A z drugiej „na tak”:

(…) Trust me, these new firms *do* check out lawyers on the internet before they make that first call, and a professional social media presence can’t make you look bad. (…)

Z czego wynikają te negatywne komentarze i opinie?

Z braku zrozumienia, czym jest e-marketing społecznościowy.

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele się zmieniło ostatnimi laty. Ta zmiana dotyczy naszej mentalności. Światy realny i wirtualny coraz częściej wchodzą sobie w drogę, uzupełniając się nawzajem. Nasza aktywność w sieci ma odniesienie i skuteczność w świecie rzeczywistym i na odwrót. My to nie tylko akceptujemy, ale wręcz oczekujemy takiego stanu. Chcemy, aby tak było…

… Bo ja chcę robić zakupy w sieci, kontaktować się z kontrahentem za pomocą maila (niektórzy via Facebook), poznawać nowych znajomych i partnerów biznesowych w sieci, oglądać filmiki z pokładu jachtu na Oceanie Południowym, flirtować, zarabiać pieniądze przez Internet, mieć dostęp do konta przez sieć, robić inwestycje na Kajmanach…

… i oczekuję tego, że ktoś mi to umożliwi, pomoże mi i nauczy.

Oczekuję.

Mój klient również oczekuje tego, że będę w sieci. Że będę miał możliwość rozwiązania jego problemu przez Internet. Że będę o niego dbał, utrzymywał z nim relację i nawet wzbogacał jego życie, korzystając z narzędzi internetowych.

Nie do wszystkiego media społecznościowe są rzecz jasna potrzebne. Ale świat się zmienia niezwykle szybko. I jak kilkanaście lat temu wysłanie maila do klienta było nawet niestosowne, to dziś niejednokrotnie niestosowne jest wysłanie korespondencji pocztą tradycyjną. A jutro brak mojej osoby w sieci (brak bloga, profilu w LinkedIn, czy GoldenLine) będzie poważnym błędem biznesowym, bo nie będzie można mnie „wygooglać”. Będę niewiarygodny, jak dziś niewiarygodna jest firma bez strony www.

Ale aby zmienić stosunek do social media, trzeba wiedzieć, jak można je wykorzystać. Jak wykorzystać je tak, aby były dźwignią dla biznesu i kancelarii. Jeżeli ktoś wie, jak to zrobić (uczę tego z Marcinem na jednym z moich szkoleń), to wówczas nie ma on ŻADNYCH wątpliwości, że jest to skuteczne narzędzie BD.

Mnie do tego przekonywać nie trzeba. Od przeszło dwóch lat prowadzę blog podatkowy, który dzięki wykorzystaniu mediów społecznościowych przynosi mi kilku potencjalnych klientów dziennie, daje mi pasywny dochód ze sprzedaży moich książek i promuje mnie, jako eksperta w zakresie podatków międzynarodowych.

Do tego, od roku prowadzę nową firmę, piszę nowy blog (ten właśnie) i korzystam z narzędzi społecznościowych, co również przyniosło mi masę możliwości biznesowych, partnerstwa, kontakty z prasą, itd.

W międzyczasie zajmowałem się również inwestycjami w rajach podatkowych, gdzie robiłem niesamowite pieniądze dzięki temu, że prowadziłem blog i korzystałem z social media (jak to się działo – to tajemnica :))

Mnie przekonywać nie trzeba. Teraz to ja staram się przekonać prawników, że social media można wykorzystać do budowy biznesu kancelarii.


Jeszcze raz o Facebooku w e-marketingu prawniczym

Grudzień 5, 2010

Dziś Szymon Kwiatkowski, autor bloga Marketing Prawa, uprzejmie zacytował fragment mojego postu o Facebooku w e-marketingu prawniczym.

Szymon ma inne zdanie na ten temat, aniżeli ja. Jakie? Nie mam pojęcia, gdyż jeszcze tago nie napisał. Nie twierdzę przy tym, że to ja mam rację. Być może ma ją Szymon, albo i ta większość, która „wspaniałomyślnie” doradza kancelariom Facebooka. A owa większość jest wielka i podobnie jak w czasach Stalina ZSRR stał na straży wolności i prawa, niczym wyspa w morzu zgniłego kapitalizmu, tak mam wrażenie, że znowu ja jestem taką wyspą w morzu wielbicieli i propagatorów Facebooka wśród naszej branży 🙂

Wyspa, czy nie, … napisałem Szymonowi dość obszerny komentarz, który cytuję poniżej:

Dzięki Szymonie za wspomnienie mojego postu! 🙂

To teza dość kontrowerysjna, za którą już nie raz próbowano mnie „zjeść” 🙂 Ale nie jest bezpodstawna. Oczywiście mogę się mylić, ale równie dobrze może mylić się ktoś, kto twierdzi przeciwnie. A takich jest wielu, bo teraz Facebook rules i nikomu nawet do głowy nie przyjdzie zakwestionować ten fakt.

Ale pytanie jest takie: czy jest prawnik, który wykorzystując FB do marketingu swojej kancelarii może powiedzieć, że to narzędzie przyniosło mu tylu i tylu klientów? Jest? Nie ma. Jasne, że np. Old Spice może zrobić kampanię na FB i zarobić na tym mega kasę, ale to jest zupełnie inny rodzaj produktu. Usługi prawne są na innym biegunie. Tutaj nie wystarczy rozśmieszyć, zadać ciekawe pytanie, pokazać twarz w Porshe… Tutaj trzeba pokazać co się wie i jakie ma się doświadcznie, a do tego FB niezbyt się nadaje. Sam to testowałem. Jeżeli wciskam na FB ścisły kontent, to nikogo to nie interesuje (no, prawie nikogo), a informacje śmieszne, angażujące w jakiś sposób, są poczytne.

A potencjalny klient nie szuka u mnie rozrywki…. szuka rozwiązania swojego problemu, nawet jeżeli jest tylko to głód wiedzy. Jeżeli szuka wiedzy, to „googla”, a jeżeli prowadzę blog prawniczy, to znajduje mój blog, a nie FB.

I błędem jest zaczynanie przygody… nie, to złe słowo… wdrażanie strategii e-marketingowej w kancelarii (to jest przecież element poważnej układanki, jaką jest organizacja biznesu) od profilu na FB. Najpierw powinien być blog, a FB – jeżeli w ogóle – na ostatnim miejscu.

I jeszcze małe zastrzeżenie, bo sądzę, że nie wszyscy mają jasność co do mojej wypowiedzi:
Mnie chodzi o POZYSKIWANIE klientów a nie pogłębianie relacji. Jeszcze raz powtórzę więc, że w mojej skromnej opinii FB się nie nadaje do pozyskiwania klientów w branży prawniczej. Być może nadaje się do podtrzymywania i pogłębiania relacji, ale nie do przyciągania klientów.

Ponadto sądzę, że FB ma wiele przydatnych funkcji, jak np, możliwość promocji wydarzenia, reklamę, przyciski i wtyczki społecznościowe, itd. Zatem nie skreślam tego narzędzia. Tyle że nie zgadzam się z tym, że jest to magnes na klientów 🙂

Jaki mogę mieć jeszcze dowód?

Ano nasi koledzy za oceanem. Zauważ, że mało kto korzysta z FB dla celów biznesowych. Jeżeli już, to w celach osobistych. A jakie e-narzędzia najczęściej są wykorzystywane? Po pierwsze LinkedIn, po drugie blog, po trzecie Twitter. Nawet czasem Wikipedia. Ale nie FB. To o czymś świadczy. I to, co może dziś zrobić prawnik, wprowadzając do własnej strategii marketingowej narzędzia społecznościowe, to nauczyć się korzystać właśnie z LinkedIn, GoldenLine, Twittera (przy okazji… razem z Marcinem Wystrychowskim mamy na ten temat szkolenie dla prawników). Z narzędzi, które na pewno będą procentowały (tak, tak, …. to też social media). Daję tego gwarancję! Bo sam to robię z sukcesem. Zresztą nie tylko ja.

I może na koniec tego długiego komentarza 🙂 ….

Wczoraj na szkoleniu (właśnie tym, które razem z Marcinem prowadzimy o wykorzystaniu mediów społecznościowych w kancelarii prawnej) ktoś powiedział, że FB buduje markę. Może i tak. Ale ostatecznie liczy się co?
No? Ktoś wie? … 🙂

Tak…. Liczy się zysk. Pieniądze na rachunku. Moja rodzina i moje pasje, które chcę realizować. Że tak powiem mam w nosie budowę marki, a skoro liczy się mój zysk, to korzystam z narzędzi, które dają mi niemal pewność, że go osiągnę. Te narzędzia wymieniłem powyżej. A FB? Czy na pewno zaprocentuje mi wysiłek w niego włożony? Nie wiem. A skoro nie wiem, to tego nie robię, bo wolę zrobić w tym czasie to, co jest pewne 🙂

I tym pozytywnym akcentem… 🙂

Dzięki Szymonie jeszcze raz za wspomnienie mojego postu! I wybacz, że tak się rozpisałem 🙂

Pozdrawiam,
Rafał


Strony kancelarii prawnych w Smartfonach

Październik 28, 2010

Firma prawnicza Allen&Overy poinformowała niedawno, że wprowadziła na rynek darmową aplikację, dzięki której jej stronę internetową można przeglądać w wygodnym formacie na ekranie iPhona.

Jak twierdzą przedstawiciele tej kancelarii:

This new app is one example of A&O’s ongoing efforts to connect with clients on their terms. With the digital age has come a multitude of ways of connecting with people – we need to make that process as easy as possible for clients.

Aplikacja ma przede wszystkim umożliwić klientom kancelarii proste i wygodne wyszukiwanie jej prawników, ich specjalizacji, a także zlokalizowanych na świecie oddziałów wraz z zakresem kompetencji.

Wnioski?

Powinniśmy się przyzwyczajać powoli do tego, że większość (albo przynajmniej wielka część) naszych interakcji z klientami będzie odbywała się w niedalekiej przyszłości za pomocą sieci internet, ale przez inteligentne telefony.

Jak powiedziano w przytoczonym fragmencie, klieci obecnie korzystają z różnych form komunikacji i dlatego należy stworzyć różne ścieżki dotarcia do kancelarii, aby tą komunikację ułatwić.

Ideą różnych dróg dotarcia do klienta cechuje się też marketing społecznościowy w sieci. Obojętnie gdzie się udzielasz w Internecie, jeżeli tam są Twoi potencjalni klienci, to w ten sposób ułatwiasz im dostęp do siebie.

Dziś jeszcze nie, ale już jutro tego typu aplikacje będą na porządku dziennym, jak obecnie na porządku dziennym jest strona internetowa kancelarii.

***

PS.: Wpis dzięki pomocnej informacji Marcina Wystrychowskiego.


Czy GoldenLine jest dla prawników?

Październik 27, 2010

Parę dni temu miałem przyjemność prowadzenia prezentacji w jednej z największych kancelarii sieciowych. Podczas spotkania jedna z uczestniczek poddała w wątpliwość to, czy na GoldenLine prawnik może, albo raczej – powinien mieć założony profil społecznościowy: „To jest miejsce bardziej odpowiednie dla reprezentantów handlowych, niż dla prawników.” Problem wynikł, kiedy powiedziałem, że dobrze jest, jeżeli prawnik posiada własny profil w serwisach profesjonalnych, typu waśnie GoldenLine oraz LinkedIn.

A zatem, czy GoldenLine jest odpowiednim miejscem dla prawnika?

No właśnie.

Najpierw  trzeba sobie zdać sprawę z tego, że GoldenLine to medium społecznościowe. I tutaj, jak również w innych miejscach tego typu, obowiązują pewne zasady społecznościowe, dzięki którym skutecznie możemy promować siebie, jako specjalistów w swojej dziedzinie.

Owe zasady społecznościowe, to po prostu interakcja z innymi ludźmi w różnoraki sposób. Ale przede wszystkim taka sama jak w świecie realnym. Tyle, że przeniesiona do sieci.

Skoro prawnik, aby zdobyć klienta w Realu uczestniczy „z nim” (to rzecz jasna skrót myślowy) w różnych sytuacjach społecznych (lunch, wspólna gra np. w golfa, udział w przyjęciu okolicznościowym, na konferencji, itd.), to może z tymi (takimi) osobami przebywać również w sieci. I GoldenLine jest jednym z takich miejsc. Interakcja jest tutaj dokładnie taka sama.

Poza tym musimy wiedzieć, że nasze wypowiedzi w sieci nie są czytane wyłącznie przez klientów i potocznych klientów. Również przez osoby wpływowe, które nigdy nie będą klientami, ale które mając swoje własne społeczności i wpływ na nie, mogą polecać nas, nasz blog i nasze usługi.

Czy na GoldenLine nie ma osób wpływowych? Jest ich cała masa. Oczywiście „reprezentant handlowy” nie jest w kręgu naszych klientów, ale on również posiada swoje powiązania i koneksje. Zna wielu ludzi i korzysta z narzędzi społecznościowch , dzięki którym może roznieść wiadomość o naszej treści po świecie.

Poza tym jeszcze, na GoldenLine jest naprawdę wielu prawników. Wystarczy spojrzeć na grupy dyskusyjne skupione wokół różnych prawniczych tematów. Dodatkowo wystarczy wpisać w wyszukiwarkę frazę radca prawny, czy adwokat, a okaże się, że swoje profile tutaj posiada aż 1033 radców prawnych:

… i 515 adwokatów:

… i 527 doradców podatkowych:

Liczba zarejestrowanych aplikantów sięga niemal 2500 osób.

Zarówno radcy prawni, jak i aplikanci w przyszłości, częściowo są to przecież osoby, które mają wpływ na decyzje klienta o wyborze takiej a nie innej firmy zewnętrznej. I właśnie na GoldenLine możemy nawiązywać z nimi kontakt i relację. Dokładnie tak samo, jak w Realu. Tyle, że w sieci jest to prostrze i tańsze.

Nie zapominajmy przy tym o nowych adeptach zawodów prawniczych, dla których Internet był „od zawsze”, i którzy w niedalekiej przyszłości będą posługiwali się wyłącznie Internetem w celu zdobycia informacji o prawniku, albo zdobyciu klienta. Dla nich wchodzenie w relacje w sieci to norma, jak dla nas wchodzenie w relacje w świecie fizycznym.

Być może dzisiaj wydaje nam się dziwne uczestnictwo w społecznościach internetowych partnera dużej, czy nawet średniej kancelarii, ale pamiętajmy, że tak samo dziwne jeszcze nie tak dawno temu wydawało się wysłanie maila do klienta. Czy dzisiaj wyobrażamy sobie inną sytuację? Przecież nasz klient zdziwił by się, gdybyśmy tego maila nie wysłali. Więcej: on oczekuje tego, że tym sposobem będziemy się z nim komunikować!

Takie samo zjawisko czeka nas w przypadku mediów społecznościowych. Niebawem dziwne będzie to, że partner nie posiada profilu w GoldenLine, czy że nie prowadzi bloga prawniczego.