„Prawnicy powinni się obudzić, jeśli chodzi o marketing społecznościowy”

Grudzień 14, 2010

Tytuł tego wpisu to po prostu tytuł niedawnego artykułu w The Lawyer, przesłanego mi przez Marcina Wystrychowskiego z BigFour.

Tekst mówi o tym, jak to największe firmy prawnicze USA posiadają profile w serwisach społecznościowych (głównie chodzi o LinkedIn), ale niestety są one napisane „na kolanie” i do tego z błędami. Autor próbuje nakłonić prawników do bardziej poważnego potraktowania social marketingu, gdyż znaczenie świata elektronicznego rośnie.

Artykuł sam w sobie nie jest tak ciekawy, jak dyskusja, która pod nim rozgorzała. Ciekawe, że nawet amerykańscy prawnicy różnie oceniają skuteczność marketingu społecznościowego. Zdania w dyskusji prezentują skrajne poglądy. Z jednej strony totalnie „na nie”:

What could lawyers possible gain from using social media. This is all just stuff and nonsense. Surely they should be spending time seeing to their clients needs rather than updating their Tweeting status or boasting about their latest corporate lunch on Facebook. Can anyone enlighten me on how exactly Linked In would further anyone’s career?

A z drugiej „na tak”:

(…) Trust me, these new firms *do* check out lawyers on the internet before they make that first call, and a professional social media presence can’t make you look bad. (…)

Z czego wynikają te negatywne komentarze i opinie?

Z braku zrozumienia, czym jest e-marketing społecznościowy.

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele się zmieniło ostatnimi laty. Ta zmiana dotyczy naszej mentalności. Światy realny i wirtualny coraz częściej wchodzą sobie w drogę, uzupełniając się nawzajem. Nasza aktywność w sieci ma odniesienie i skuteczność w świecie rzeczywistym i na odwrót. My to nie tylko akceptujemy, ale wręcz oczekujemy takiego stanu. Chcemy, aby tak było…

… Bo ja chcę robić zakupy w sieci, kontaktować się z kontrahentem za pomocą maila (niektórzy via Facebook), poznawać nowych znajomych i partnerów biznesowych w sieci, oglądać filmiki z pokładu jachtu na Oceanie Południowym, flirtować, zarabiać pieniądze przez Internet, mieć dostęp do konta przez sieć, robić inwestycje na Kajmanach…

… i oczekuję tego, że ktoś mi to umożliwi, pomoże mi i nauczy.

Oczekuję.

Mój klient również oczekuje tego, że będę w sieci. Że będę miał możliwość rozwiązania jego problemu przez Internet. Że będę o niego dbał, utrzymywał z nim relację i nawet wzbogacał jego życie, korzystając z narzędzi internetowych.

Nie do wszystkiego media społecznościowe są rzecz jasna potrzebne. Ale świat się zmienia niezwykle szybko. I jak kilkanaście lat temu wysłanie maila do klienta było nawet niestosowne, to dziś niejednokrotnie niestosowne jest wysłanie korespondencji pocztą tradycyjną. A jutro brak mojej osoby w sieci (brak bloga, profilu w LinkedIn, czy GoldenLine) będzie poważnym błędem biznesowym, bo nie będzie można mnie „wygooglać”. Będę niewiarygodny, jak dziś niewiarygodna jest firma bez strony www.

Ale aby zmienić stosunek do social media, trzeba wiedzieć, jak można je wykorzystać. Jak wykorzystać je tak, aby były dźwignią dla biznesu i kancelarii. Jeżeli ktoś wie, jak to zrobić (uczę tego z Marcinem na jednym z moich szkoleń), to wówczas nie ma on ŻADNYCH wątpliwości, że jest to skuteczne narzędzie BD.

Mnie do tego przekonywać nie trzeba. Od przeszło dwóch lat prowadzę blog podatkowy, który dzięki wykorzystaniu mediów społecznościowych przynosi mi kilku potencjalnych klientów dziennie, daje mi pasywny dochód ze sprzedaży moich książek i promuje mnie, jako eksperta w zakresie podatków międzynarodowych.

Do tego, od roku prowadzę nową firmę, piszę nowy blog (ten właśnie) i korzystam z narzędzi społecznościowych, co również przyniosło mi masę możliwości biznesowych, partnerstwa, kontakty z prasą, itd.

W międzyczasie zajmowałem się również inwestycjami w rajach podatkowych, gdzie robiłem niesamowite pieniądze dzięki temu, że prowadziłem blog i korzystałem z social media (jak to się działo – to tajemnica :))

Mnie przekonywać nie trzeba. Teraz to ja staram się przekonać prawników, że social media można wykorzystać do budowy biznesu kancelarii.

Reklamy

Jeszcze raz o Facebooku w e-marketingu prawniczym

Grudzień 5, 2010

Dziś Szymon Kwiatkowski, autor bloga Marketing Prawa, uprzejmie zacytował fragment mojego postu o Facebooku w e-marketingu prawniczym.

Szymon ma inne zdanie na ten temat, aniżeli ja. Jakie? Nie mam pojęcia, gdyż jeszcze tago nie napisał. Nie twierdzę przy tym, że to ja mam rację. Być może ma ją Szymon, albo i ta większość, która „wspaniałomyślnie” doradza kancelariom Facebooka. A owa większość jest wielka i podobnie jak w czasach Stalina ZSRR stał na straży wolności i prawa, niczym wyspa w morzu zgniłego kapitalizmu, tak mam wrażenie, że znowu ja jestem taką wyspą w morzu wielbicieli i propagatorów Facebooka wśród naszej branży 🙂

Wyspa, czy nie, … napisałem Szymonowi dość obszerny komentarz, który cytuję poniżej:

Dzięki Szymonie za wspomnienie mojego postu! 🙂

To teza dość kontrowerysjna, za którą już nie raz próbowano mnie „zjeść” 🙂 Ale nie jest bezpodstawna. Oczywiście mogę się mylić, ale równie dobrze może mylić się ktoś, kto twierdzi przeciwnie. A takich jest wielu, bo teraz Facebook rules i nikomu nawet do głowy nie przyjdzie zakwestionować ten fakt.

Ale pytanie jest takie: czy jest prawnik, który wykorzystując FB do marketingu swojej kancelarii może powiedzieć, że to narzędzie przyniosło mu tylu i tylu klientów? Jest? Nie ma. Jasne, że np. Old Spice może zrobić kampanię na FB i zarobić na tym mega kasę, ale to jest zupełnie inny rodzaj produktu. Usługi prawne są na innym biegunie. Tutaj nie wystarczy rozśmieszyć, zadać ciekawe pytanie, pokazać twarz w Porshe… Tutaj trzeba pokazać co się wie i jakie ma się doświadcznie, a do tego FB niezbyt się nadaje. Sam to testowałem. Jeżeli wciskam na FB ścisły kontent, to nikogo to nie interesuje (no, prawie nikogo), a informacje śmieszne, angażujące w jakiś sposób, są poczytne.

A potencjalny klient nie szuka u mnie rozrywki…. szuka rozwiązania swojego problemu, nawet jeżeli jest tylko to głód wiedzy. Jeżeli szuka wiedzy, to „googla”, a jeżeli prowadzę blog prawniczy, to znajduje mój blog, a nie FB.

I błędem jest zaczynanie przygody… nie, to złe słowo… wdrażanie strategii e-marketingowej w kancelarii (to jest przecież element poważnej układanki, jaką jest organizacja biznesu) od profilu na FB. Najpierw powinien być blog, a FB – jeżeli w ogóle – na ostatnim miejscu.

I jeszcze małe zastrzeżenie, bo sądzę, że nie wszyscy mają jasność co do mojej wypowiedzi:
Mnie chodzi o POZYSKIWANIE klientów a nie pogłębianie relacji. Jeszcze raz powtórzę więc, że w mojej skromnej opinii FB się nie nadaje do pozyskiwania klientów w branży prawniczej. Być może nadaje się do podtrzymywania i pogłębiania relacji, ale nie do przyciągania klientów.

Ponadto sądzę, że FB ma wiele przydatnych funkcji, jak np, możliwość promocji wydarzenia, reklamę, przyciski i wtyczki społecznościowe, itd. Zatem nie skreślam tego narzędzia. Tyle że nie zgadzam się z tym, że jest to magnes na klientów 🙂

Jaki mogę mieć jeszcze dowód?

Ano nasi koledzy za oceanem. Zauważ, że mało kto korzysta z FB dla celów biznesowych. Jeżeli już, to w celach osobistych. A jakie e-narzędzia najczęściej są wykorzystywane? Po pierwsze LinkedIn, po drugie blog, po trzecie Twitter. Nawet czasem Wikipedia. Ale nie FB. To o czymś świadczy. I to, co może dziś zrobić prawnik, wprowadzając do własnej strategii marketingowej narzędzia społecznościowe, to nauczyć się korzystać właśnie z LinkedIn, GoldenLine, Twittera (przy okazji… razem z Marcinem Wystrychowskim mamy na ten temat szkolenie dla prawników). Z narzędzi, które na pewno będą procentowały (tak, tak, …. to też social media). Daję tego gwarancję! Bo sam to robię z sukcesem. Zresztą nie tylko ja.

I może na koniec tego długiego komentarza 🙂 ….

Wczoraj na szkoleniu (właśnie tym, które razem z Marcinem prowadzimy o wykorzystaniu mediów społecznościowych w kancelarii prawnej) ktoś powiedział, że FB buduje markę. Może i tak. Ale ostatecznie liczy się co?
No? Ktoś wie? … 🙂

Tak…. Liczy się zysk. Pieniądze na rachunku. Moja rodzina i moje pasje, które chcę realizować. Że tak powiem mam w nosie budowę marki, a skoro liczy się mój zysk, to korzystam z narzędzi, które dają mi niemal pewność, że go osiągnę. Te narzędzia wymieniłem powyżej. A FB? Czy na pewno zaprocentuje mi wysiłek w niego włożony? Nie wiem. A skoro nie wiem, to tego nie robię, bo wolę zrobić w tym czasie to, co jest pewne 🙂

I tym pozytywnym akcentem… 🙂

Dzięki Szymonie jeszcze raz za wspomnienie mojego postu! I wybacz, że tak się rozpisałem 🙂

Pozdrawiam,
Rafał


Facebook w e-marketingu prawniczym

Listopad 30, 2010

Ostatnio mam spore zaległości w blogu… Spowodowane jest to głównie tym, że zajmuje mi czas:

  • mój poradnik o sztuce blogowania prawniczego
  • organizacja szkolenia o Social Marketingu prawniczym, którego I edycja będzie miała miejsce już w ten piątek w budynku Lumen (Złote Tarasy)
  • i jeszcze do tego 2 artykuły, które piszę na zamówienie różnych redakcji związanych z doradztwem podatkowym.

A więc blog, jako czynność ze sfery ważnej, aczkolwiek nie pilnej, musiałem odsunąć nieco na bok.

Mimo wszystko jednak znalazłem pięć minut na krótką notkę dot. moich przemyśleń. Chodzi o Facebooka i sensu jego zastosowania dla e-marketingu prawniczego.

Od dawna zastanawiałem się nad skutecznością tego narzędzia w naszej branży. Znam przypadki niebywałego sukcesu e-marketingowego, związanego z wykorzystaniem Facebooka. Żaden jednak nie dotyczy branży prawniczej. Sam również nieco testowałem możwliości oddziaływania tego portalu na potencjalnych klientów. Ciekawiło mnie, czy mogę w ten sposób pozyskac klienta…

Jakie mam wnioski?

Rzecz jasna, mogę się mylić, gdyż w social media wszystko jest płynne i niebywale zmienne. Jest wiele teorii i każda opisuje SM inaczej. To, co dziś jest prawdą, jutro można włożyć między bajki, bo to zachowania ludzkie kreują tutaj rzeczywistość, a te ulegają w sieci ciągłym zmianom.

Zacznę od tego, że istotą naszego zawodu jest wiedza i informacja. Zdobywamy klientów dzięki temu, że pokładają w nas zaufanie. Im więcej wiedzy przekazujemy, tym bardziej przyciągamy potencjalnych klientów i tym głębsze nawiązujemy relacje (dlatego właśnie blogi prawnicze są rewelacyjnym narzędziem rozwoju biznesu).

Naszych usług nie można przetestować przed zakupem. Dotknąć, obejrzeć i ocenić. Stąd też tak ważna jest umiejętność nawiązania relacji z pot. klientem, aby zechciał on skorzystać z naszych usług. Tę relację możemy nawiązać tylko poprzez przekazanie części swojej wiedzy.

I tu jest istota problemu z wykorzystaniem Facebooka do celów e-marketingowych.

W mojej opinii i po moich doświadczeniach, Facebook nie służy dobrze, jako nośnik dobrego contentu. Jeżeli dzielę się tam swoją wiedzą, to nie wpływa to na budowanie społeczności i nowe kontakty (jak ma to miejsce w blogu). W ogóle.

Natomiast Facebook doskonale się przydaje do angażowania gości profilu/fanpage’a. Tutaj widać, że content niemerytoryczny odnosi swój skutek, tym większy, im bardziej jest kontrowersyjny, interesujący, angażujący czytelnika, itp.

Ale…, to nie ten rodzaj wiedzy i informacji przyciąga nam klientów. Klientów przyciaga nam content merytoryczny. Nie znaczy to, że musi być śmiertelnie poważny – wręcz przeciwnie. Ale jednak chodzi tutaj o coś więcej, niż tylko rozywkę.

I dlatego sądzę, że Facebook nie nadaje się, jako narzędzie do pozyskiwania klientów. A już tym bardziej wówczas, kiedy fanpage prowadzi kancelaria, a nie prawnik indywidualnie.

Może, jako jeden ze sposobów na pogłebianie relacji z obecnymi klientami – tak, ale na pewno nie, jako sposób na ich przyciągnięcie.

Podobnie jest w USA. Tamtejsi prawnicy bardzo rzadko korzystają z Facebooka w celach biznesowych. Prywatnie na pewno tak, ale nie traktują go jako narzędzia business development.

Co Ty sądzisz o tym?


Czy GoldenLine jest dla prawników?

Październik 27, 2010

Parę dni temu miałem przyjemność prowadzenia prezentacji w jednej z największych kancelarii sieciowych. Podczas spotkania jedna z uczestniczek poddała w wątpliwość to, czy na GoldenLine prawnik może, albo raczej – powinien mieć założony profil społecznościowy: „To jest miejsce bardziej odpowiednie dla reprezentantów handlowych, niż dla prawników.” Problem wynikł, kiedy powiedziałem, że dobrze jest, jeżeli prawnik posiada własny profil w serwisach profesjonalnych, typu waśnie GoldenLine oraz LinkedIn.

A zatem, czy GoldenLine jest odpowiednim miejscem dla prawnika?

No właśnie.

Najpierw  trzeba sobie zdać sprawę z tego, że GoldenLine to medium społecznościowe. I tutaj, jak również w innych miejscach tego typu, obowiązują pewne zasady społecznościowe, dzięki którym skutecznie możemy promować siebie, jako specjalistów w swojej dziedzinie.

Owe zasady społecznościowe, to po prostu interakcja z innymi ludźmi w różnoraki sposób. Ale przede wszystkim taka sama jak w świecie realnym. Tyle, że przeniesiona do sieci.

Skoro prawnik, aby zdobyć klienta w Realu uczestniczy „z nim” (to rzecz jasna skrót myślowy) w różnych sytuacjach społecznych (lunch, wspólna gra np. w golfa, udział w przyjęciu okolicznościowym, na konferencji, itd.), to może z tymi (takimi) osobami przebywać również w sieci. I GoldenLine jest jednym z takich miejsc. Interakcja jest tutaj dokładnie taka sama.

Poza tym musimy wiedzieć, że nasze wypowiedzi w sieci nie są czytane wyłącznie przez klientów i potocznych klientów. Również przez osoby wpływowe, które nigdy nie będą klientami, ale które mając swoje własne społeczności i wpływ na nie, mogą polecać nas, nasz blog i nasze usługi.

Czy na GoldenLine nie ma osób wpływowych? Jest ich cała masa. Oczywiście „reprezentant handlowy” nie jest w kręgu naszych klientów, ale on również posiada swoje powiązania i koneksje. Zna wielu ludzi i korzysta z narzędzi społecznościowch , dzięki którym może roznieść wiadomość o naszej treści po świecie.

Poza tym jeszcze, na GoldenLine jest naprawdę wielu prawników. Wystarczy spojrzeć na grupy dyskusyjne skupione wokół różnych prawniczych tematów. Dodatkowo wystarczy wpisać w wyszukiwarkę frazę radca prawny, czy adwokat, a okaże się, że swoje profile tutaj posiada aż 1033 radców prawnych:

… i 515 adwokatów:

… i 527 doradców podatkowych:

Liczba zarejestrowanych aplikantów sięga niemal 2500 osób.

Zarówno radcy prawni, jak i aplikanci w przyszłości, częściowo są to przecież osoby, które mają wpływ na decyzje klienta o wyborze takiej a nie innej firmy zewnętrznej. I właśnie na GoldenLine możemy nawiązywać z nimi kontakt i relację. Dokładnie tak samo, jak w Realu. Tyle, że w sieci jest to prostrze i tańsze.

Nie zapominajmy przy tym o nowych adeptach zawodów prawniczych, dla których Internet był „od zawsze”, i którzy w niedalekiej przyszłości będą posługiwali się wyłącznie Internetem w celu zdobycia informacji o prawniku, albo zdobyciu klienta. Dla nich wchodzenie w relacje w sieci to norma, jak dla nas wchodzenie w relacje w świecie fizycznym.

Być może dzisiaj wydaje nam się dziwne uczestnictwo w społecznościach internetowych partnera dużej, czy nawet średniej kancelarii, ale pamiętajmy, że tak samo dziwne jeszcze nie tak dawno temu wydawało się wysłanie maila do klienta. Czy dzisiaj wyobrażamy sobie inną sytuację? Przecież nasz klient zdziwił by się, gdybyśmy tego maila nie wysłali. Więcej: on oczekuje tego, że tym sposobem będziemy się z nim komunikować!

Takie samo zjawisko czeka nas w przypadku mediów społecznościowych. Niebawem dziwne będzie to, że partner nie posiada profilu w GoldenLine, czy że nie prowadzi bloga prawniczego.


E-marketing prawniczy na pewno będzie zyskiwał na znaczeniu

Październik 15, 2010

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że złote czasy e-marketingu prawniczego są wciąż przed nami.

Skąd taki wniosek?

Stąd, że do zawodu prawniczego dochodzą kolejni – młodsi absolwenci aplikacji prawniczych, dla których nie tylko Internet jest przyjaznym środowiskiem, ale przede wszystkim jest to WIARYGODNE ŹRÓDŁO wiedzy. Coraz to nowsze pokolenia prawników poruszają się po sieci z coraz to większą swobodą i zaufaniem.

To zaufanie przełoży się na pewno na czynny udział w społeczności internetowej (realizacja strategii e-marketingowej we własnej kancelarii), jak i na bierne korzystanie z zasobów sieci (czyli opieranie swojej wiedzy o prawie i prawnikach o bazy wiedzy zlokalizowane, na przykład, w blogach).

Interesujące byłyby w tym miejscu jakieś polskie statystyki. Takich nie mam, ale mam w zamian kilka arcy ciekawych danych wprost zza oceanu.

Pierwsze wyniki badań dotyczą poziomu zaufania, jakim internauci amerykańscy darzą media społecznościowe. Zobaczmy:

Źródło: eMarketer.

Z powyższych danych wynika, że artykuły w blogach pisane przez ludzi, których znamy (nie chodzi tutaj o fizyczną znajomość), cieszą się  aż 64%-owym zaufaniem. Prawdopodobnie, analogiczne wyniki badań polskich byłyby nieco inne – „gorsze”. Ale jestem przekonany o tym, że poziom zaufania do treści pochodzącej z polskich blogów rośnie. To normalny trend związany z wiekiem młodszego pokolenia,.

Drugie dane dotyczą amerykańskich prawników wewnętrznych (in-house) i ich stosunku do mediów społecznościowych, w tym blogów prawniczych. Spójrzmy (wyjątek):

Źródło i pełny raport: GreenTarget.com

27% prawników wewnętrznych w USA przyznało, że zatrudniłoby prawnika z firmy zewnętrznej na podstawie informacji z bloga. To dane globalne.

Ale jeżeli weźmiemy pod uwagę wyniki tych badań z uwzględnieniem grup wiekowych, to okaże się, że aż 37% młodszych prawników (30-39 lat) dokonałoby takiego wyboru na bazie informacji z bloga i byłoby to drugie źródło wiedzy o doświadczeniu zaraz po rekomendacji. I nie ma tutaj przesady, bo takie przypadki już się zdarzają (np. Toyota z Los Ang. wynajęła małą, ale wyspecjalizowaną firmę prawniczą z  Atlanty na bazie informacji z sieci).

Konkludując, zauważ większe zaufanie młodszych wiekiem prawników do mediów społecznościowych. To nie oznacza bynajmniej, że kiedy młodsze pokolenie stanie się starszym pokoleniem, to odrzuci fan związany z uczestnictwem w tych mediach.

To oznacza, że media te, i jednocześnie blogi prawnicze, będą zdobywały popularność z roku na rok, ponieważ do gry wchodzi młodsze pokolenie prawników, dla którego „Google istniało od zawsze”. Dotyczy to zarówno prawników zewnętrznych, jak i in-house’ów, którzy często stają w roli naszych klientów.


Prawniczy e-marketing społecznościowy

Marzec 31, 2010

Wiele osób, nie tylko prawników, sądzi, że marketing społecznościowy to zupełnie nowy twór, a blogi oraz serwisy typu Facebook i Twitter są jedynie chwilową modą… Tymczasem marketing społecznościowy jest tak stary, jak człowiek. Różnica polega dziś na tym, że jest on częściowo przeniesiony w sieć Internetu.

Istotą tego rodzaju marketingu jest istnienie grup społecznych, które każdy człowiek wokół siebie tworzy. Każdy przecież ma jakieś grono przyjaciół oraz znajomych. W tych grupach właśnie mają miejsce działania marketingowe, czy tego chcemy, czy nie. Każdy rozmawia o tym, co kupił, z jaką spotkał się obsługą, dlaczego poleca to czy tamto, dlaczego znajomy powinien skorzystać z tej czy innej usługi, nawet jeżeli jej nie potrzebuje… W codziennym życiu takich interakcji są dziesiątki, a własne decyzje podejmujemy w oparciu o opinie pochodzące również (choć nie tylko) z naszej grupy społecznej.

Z tego faktu spece od marketingu zawsze wyciągali wnioski. Skoro ludzie między sobą rozmawiają o różnych rzeczach, to czy są sposoby, aby wpłynąć na „właściwy” przebieg tych rozmów? W świecie realnym jest to dość trudne, ale w świecie wirtualnym, już nie, a nawet interakcje takie można z powodzeniem mierzyć i odpowiednio modulować!

Dlatego marketing społecznościowy w sieci tak bardzo się obecnie rozwija… no i nie ma co ukrywać, że odpowiednio prowadzony jest niezwykle skuteczny.

Tak samo skuteczny może być on w branży prawniczej. W jaki sposób?

Z mojego doświadczenia

Centralnym punktem strategii e-marketingowej kancelarii powinien być blog prawniczy (nie strona firmy prawniczej). Blog jest bowiem miejscem, w okół którego gromadzą się goście – potencjalni klienci. W ten sposób tworzy się grupa społeczna. Osoby, które zajrzały na blog tylko raz nie będą należały do tej grupy, ale osoby, które będą tutaj zaglądać co jakiś czas, już tak. Jeżeli do bloga dodamy biuletyn (autoresponder), to osoby te będą jeszcze bardziej zaangażowane i grupa będzie „ściślejsza” (dzięki biuletynowi można bowiem zbudować silniejszą wieź z subskrybentami).

Grupa społeczna skupiona wokół bloga to klienci, albo potencjalni klienci. Zauważcie, że te osoby mają również swoje grupy społeczne, z którymi się dzielą informacją…, nie koniecznie w świecie wirtualnym. I tutaj bardzo cenne okazują się serwisy społecznościowe, które pomagają sprawniej szerzyć informację. Np. jeżeli członek mojej grupy, skupionej wokół strony bloga PodwojneOpodatkowanie.pl na Facebooku, skomentuje któryś z moich artykułów, automatycznie widzą to jego znajomi, którzy mogą również zareagować (co będzie z kolei widoczne dla ich grup społecznych), lub mogą dołączyć do grupy społecznej bloga. W ten sposób grupa ta – grupa klientów, powiększa się sprawnie, będąc zasilaną nie tylko z „realu”, ale również z „wirtualu”.

Tak właśnie dzieje się przypadku mojego bloga prawniczego PodwojneOpodatkowanie.pl Obecnie jego grupa społeczna liczy przeszło 2500 członków i stale rośnie. Oczywiście nie wszyscy są moimi klientami, ale są i tacy, którzy nie tylko wiernie czytają mój blog, nie tylko ofiarnie polecają go innym, ale przede wszystkim stale kupują ode mnie wszystko, co mam do zaoferowania. Taki jest niezwykły skutek e-marketingowy!

Dlatego właśnie, że marketing społecznościowy tkwi w naszej naturze, blogi i inne serwisy społecznościowe, nie są tylko chwilową modą. To zdecydowanie trwały trend, który ewentualnie będzie zmieniał środki wymiany informacji.


Marketing społecznościowy w e-marketingu prawniczym

Luty 11, 2010

Marketing społecznościowy to zjawisko znane w sieci już od jakiegoś czasu. Obecnie przeżywa ono gwałtowny rozkwit. Marketing społecznościowy to nic innego, jak subtelne promowanie marki (usług, produktów) wśród zbudowanej przez firmę (osobę) społeczności internautów. Miejscem jego realizacji są wszelkie serwisy społecznościowe, typu Facebook, Twitter, Blip, Nasza-klasa, itd., itd. Sztuka polega na tym, aby umiejętnie zaangażować daną społeczność, wejść z nią w kontakt (interakcję), zbudować zaufanie, i sprzedać bez zachęcania do kupowania. Amerykanie posługują się tutaj analogią coctail party – firma musi zachowywać się tak, jakby była na takim party: wszyscy (tj. każdy z każdym) rozmawiają i bawią się, budując jednocześnie związek, zaufanie i swoją markę.

Marketing społecznościowy może być również z powodzeniem stosowany przez firmę prawniczą/podatkową. Dobrym do tego narzędziem są serwisy mikroblogowe (np. Twitter, Blip), jednak fundamentem tej strategii powinien być blog prawniczy. Blog, jako centrum, wokół którego jego społeczność się koncentruje.

Jakiś czas temu wspominałem o niedawnej konferencji w Seattle (USA) nt. e-marketingu prawniczego, organizowanej przez firmę Avvo. Jeden z jej uczestników – Bob Ambrogi, prawnik, arbiter i mediator – mówił dokładnie o wartości marketingu społecznościowego w biznesie prawniczym:

… Social Media is incredibly powerful tool for lawyers to use to market themselves on-line and they have to understand that it is a tool, a set of tools … (but) it is not enough just to put up a profile on LinkedIn or whatever. You need to learn how to use the tool, how to engage the conversation. This social media is about a conversation on-line and you have to be part of it.

… The first place you want to be started is with the blog (…) If you can only do one thing on-line you should be blogging (…) and use other media to point back to blog and use your blog as kind of your home base (…)

A zatem, jak powiedziałem powyżej, marketing społecznościowy w biznesie prawniczym powinien opierać się na dyskusji prowadzonej w różnych miejscach sieci, przy czym dyskusja ta powinna kierować jej uczestników do bloga prawniczego.

Oto cały wywiad (kliknięcie w obrazek przeniesie Ciebie na stronę LexConference):

ooo

Z mojego doświadczenia

Marketing społecznościowy wymaga przede wszystkim opracowania strategii i jej konsekwentnego realizowania, co nie oznacza, że samej strategii nie można zmienić, szczególnie kiedy jest nieskuteczna. Strategia polega tutaj na głównie ustaleniu planu, kiedy i jakie czynności powinny być wykonane (np. kiedy dokonuję wpisu do bloga i mikroblogów, kiedy sprawdzam co jest mówione w sieci w temacie, który jest przedmiotem mojego bloga oraz o mnie, kiedy reaguję na pojawiające się informacje, na jakie informacje reaguję, sprawdzanie skuteczności tej strategii, itd.). Oczywiście wszystko to byłoby niemożliwe bez stosownych e-narzędzi, o których tutaj również piszę.

Bazą mojej strategii jest oczywiście blog PodwojneOpodatkowanie.pl Dodatkowo zamieszczam informacje w mikroblogach Twitter i Blip, oraz w serwisie Wykop. Moje profile na Facebook, oraz LinkedIn i GoldenLine są tak sformatowane, aby treści mojego bloga (mikroblogów) natychmiast były na nich widoczne, jeżeli to jest możliwe. Elementem mojej strategii jest również lista mailingowa, a więc regularny biuletyn wysyłany osób, które zainteresowane są informacjami z zakresu opodatkowania zagranicznych dochodów. Innym elementem omawianej strategii jest specjalnie utworzona grupa dyskusyjna w GoldenLine o nazwie tożsamej z nazwą mojego bloga.

Jak już była mowa, marketing społecznościowy nie ogranicza się tylko do wysłania informacji, ale również do angażowania innych ludzi i zachęcania do dyskusji. Aby uzyskać ten efekt, nie można operować jedynie specjalistycznymi informacjami, chyba że są kontrowersyjne. Ja, na przykład, co pewien czas pytam subskrybentów mojego biuletynu, gdzie planują swoje wakacje, czy lubią muzykę klasyczną i jaką…. Po prostu zachęcam ich do rozmowy budując w ten sposób głębszą relację. O dziwo ludzie bardzo chętnie opowiadają o sobie i dzielą się swoimi przemyśleniami… w ten sposób stają się moimi stałymi klientami na lata.

Social Media Marketing jest ogromną dziedziną wiedzy i praktyki. Nie ma tu miejsca na omówienie wszystkiego, jeżeli to w ogóle możliwe. Jednak do tego tematu będę jeszcze chętnie powracał.