Blogi słabną, czyli rosną w siłę

Marzec 16, 2011

Wczoraj Interia podała wyniki badań, z których wynika, że blogi wśród amerykańskiej młodzieży przestają się cieszyć popularnością. Młodzież przesiada się na FB i Twittera.

Co z tego wynika?

Że spada liczba blogów, służących jedynie publikacji tego, co „u mnie słychać”. Do takich plotek FB i Twitter nadają się znakomicie.

A to oznacza, że na polu zostają blogi wartościowe. Które niosą ze sobą wartościową treść. Do czego FB się średnio nadaje i trochę Twitter.

A to oznacza z kolei, że blogi stają się elitarną formą wyrazu, która wymaga poświęcenia, dyscypliny, wyobraźni, wiedzy i doświadczenia, jakiegoś stopnia wysiłku.

Do tego naszymi odbiorcami nie jest młodzież. Więc zmiana zachowania w tej grupie nie wpływa znacząco na naszą grupę docelową.

I na koniec… domyślam się, że część, jak nie większość, z tej ewakuującej się młodzieży amerykańskiej, czyta blogi. Ja również czytam i NIE CHCĘ, aby ich autorzy przestali je prowadzić. Są one dla mnie tak wartościowe, że ubytek ten byłby dla mnie niepowetowaną stratą.

A dla Ciebie?

I właśnie dlatego blogi będą rosły w siłę, bo są potrzebne z punktu widzenia jednostki. Może będzie ich mniej, ale za to będą wartościowe.

Reklamy

Trochę o relacji w e-marketingu prawniczym (doradcy podatkowego)

Marzec 8, 2011

W aktualnym jeszcze numerze miesięcznika Forum Doradców Podatkowych znajduje się mój artykuł, który pokazuje doradcom, jak za pomocą sieci przyciągać do siebie klientów. Oczywiście to samo odnosi się też do naszej branży – prawniczej.

Rzecz głównie o relacji klient – prawnik.

Jak przyciągać więcej klientów za pomocą Internetu

W czasach coraz większej konkurencji wśród doradców podatkowych znaczenia zaczyna nabierać strategiczne budowanie więzi z klientami i potencjalnymi klientami. Umiejętność nawiązania i podtrzymania relacji jest bowiem jednym z kluczowych elementów rozwoju kancelarii podatkowej. Dzisiaj doskonale do tego celu nadaje się blog.

Warto sobie uświadomić, że nie ma biznesu, bez istnienia relacji z klientem. Dotyczy to zarówno działalności podatkowej, prawniczej, jak i każdej innej. Taka więź zawsze rodzi się w kontaktach międzyludzkich. Ważne, aby umieć ten mechanizm wykorzystać dla własnych celów i celów kancelarii podatkowej.

Im głębsza relacja, tym lepiej. Im jesteśmy bardziej z klientem związani, tym częściej od nas kupuje i tym częściej poleca nasze usługi. Tym rzadziej też nachodzą go myśli o przejściu do konkurencji. I tym większego możemy zażądać honorarium. Korzyści z posiadanej relacji z klientem są więc oczywiste.

Relacja i jej umiejętne podtrzymywanie ma znaczenie nie tylko w chwili wykonywania dla klienta usługi, ale również po tym fakcie. Tylko wtedy bowiem możemy mieć pewność, że klient powróci, lub też przyprowadzi kancelarii innych klientów.

Co więcej, relacji nie nawiązuje się wyłącznie z klientami, czy potencjalnymi klientami, ale również z tzw. osobami wpływowymi. Są to osoby, które nie będąc naszymi klientami chętnie będą polecały nasze usługi i pomagały w rozwoju kancelarii (każdy biznes ma takie osoby wpływowe, ale nie każdy biznes ma narzędzia, by do nich dotrzeć).

Jak widać, istnienie relacji z klientem w szerokim tego słowa znaczeniu ma istotne znaczenie dla rozwoju kancelarii i praktyki doradcy podatkowego.

Czy możliwe jest nawiązanie relacji w sieci

Wielokrotnie słyszy się, że nie jest możliwe nawiązanie relacji na pomocą Internetu. Rzeczywistość jest jednak zupełnie odwrotna: relację w sieci można nie tylko nawiązać, ale jest to nawet dużo łatwiejsze niż w „realu”. I co najważniejsze, relację taką najszybciej może zbudować właśnie prawnik, czy doradca podatkowy, aniżeli przedstawiciel jakiegokolwiek innego zawodu.

Dlaczego?

Na relację składa się poczucie zaufania oraz sympatii. „Towarem” doradcy podatkowego jest wiedza. Łatwo zatem, udostępniając fragmenty tej wiedzy, zbudować wokół siebie wizerunek eksperta. Innymi słowy – przekazując w ten sposób próbki własnego „towaru” doradca podatkowy może w prosty sposób zdobyć zaufanie potencjalnych klientów (w znacznie gorszej sytuacji jest sprzedawca „proszku do prania”). To jest cecha tego zawodu, której nie można bagatelizować i trzeba wykorzystywać.

Nawiązywanie relacji w sieci jest jeszcze o tyle korzystniejsze, niż w „realu”, że więź tę można zacząć budować na długo przed kontaktem klienta z doradcą podatkowym i wykonaniem usługi. Kiedy relacja jest już dostatecznie głęboka, dochodzi do sytuacji, w której klient wręcz nie może sobie wyobrazić, że usługi dla niego nie wykona jego „znajomy” doradca podatkowy. W tej sytuacji jest to już pewny i wierny klient.

W świecie realnym natomiast sytuacja jest zupełnie inna. Tutaj nawiązywanie relacji następuje najczęściej podczas pierwszego fizycznego kontaktu. I nie trzeba nikomu przypominać o doniosłości skutków tzw. pierwszego wrażenia, które bardzo często decyduje o tym, czy klient ostatecznie skorzysta z usług doradcy podatkowego. Dzięki nawiązaniu relacji w sieci albo efekt pierwszego wrażenia zostaje wyeliminowany, albo ma on miejsce już w blogu (rzadziej stronie www).

Widać zatem wyraźnie, że istnieje realna możliwość nawiązania relacji z klientem za pomocą sieci. Jest to łatwe i, co znamienne, niemal darmowe.

Jak nawiązać relację w sieci

Chociaż ukształtowanie więzi z klientem za pomocą Internetu nie jest skomplikowane, to jednak trzeba wiedzieć, jak tego dokonać. Liczne przykłady wskazują bowiem, że wielu doradców podatkowych nie wie, co trzeba zrobić.

Przede wszystkim należy uzmysłowić sobie, że dzisiejszy Internet, i nasze w nim zachowania, są analogiczne, albo bardzo zbliżone, do zachowań w „realu”. Te same reguły rządzą w obu światach nawiązywaniem znajomości i prowadzeniem dyskusji. W świecie realnym, aby nawiązać z kimś relację, rozmawiamy z nim, najczęściej twarzą w twarz i, jeżeli relacja ta jest dla nas ważna, dbamy o nasz wygląd, pokazujemy się z najlepszej strony, itp. Ale jednocześnie, nie możemy być sztuczni i nienaturalni, bo to będzie powodowało zupełnie odwrotny skutek. Jeżeli do tego jeszcze pomagamy, i to bezinteresownie, to budujemy niemal przyjacielski związek.

Dokładnie identycznie budujemy relację za pomocą Internetu: zaufanie, jako składnik relacji, ukształtujemy poprzez dzielenie się wiedzą (edukację klienta), natomiast sympatię, jako drugi element relacji, zyskamy pokazując siebie takimi, jacy faktycznie jesteśmy.

O ile budowanie za pomocą sieci zaufania do profesjonalizmu, wiedzy i doświadczenia doradcy podatkowego nie budzi zastrzeżeń, o tyle konieczność pokazania siebie często rodzi spore wątpliwości i obawy, co do skuteczności tego podejścia. Wiemy już jednak, że jest to niezbędne do tego, aby osiągnąć zamierzony efekt w postaci relacji z klientem. Co więcej, paradoksalnie pokazanie swojego „ja” wpływa dodatkowo na budowę zaufania do doradcy podatkowego.

To zjawisko potwierdzają badania marketingowe. Studentów podzielono na dwie grupy, gdzie w parach mieli negocjować kontrakt za pomocą poczty e-mail. Jedni nie znali się w ogóle, drudzy – przed fazą negocjacji mieli możliwość poznania faktów z życia kontrahenta, jego zdjęcia, a także przeprowadzenia 5-cio minutowej rozmowy telefonicznej. Innymi słowy mieli możliwość poznania, kim jest „partner biznesowy”. Badanie pokazało, że studenci z grupy drugiej nie tylko darzyli drugą stronę kontraktu większą sympatią, ale również mieli do niej większe zaufanie (a do tego efekt ekonomiczny kontraktów ogółem był o 18% wyższy, niż w grupie pierwszej!).

Widać zatem wyraźnie, że umożliwienie poznania siebie w Internecie nie tylko powoduje wzrost sympatii, ale też buduje, albo wzmacnia zaufanie do doradcy podatkowego.

Jak dać się poznać w sieci

Jak pokazać siebie, aby zbudować relację wystarczającą do tego, by klienci chcieli korzystać wyłącznie z naszych usług? Mamy do dyspozycji kilka możliwości, które dobrze jest wykorzystać łącznie.

Przede wszystkim warto jest pokazać, jak wyglądamy. Nie w sztywnym garniturze w gabinecie ze złotym długopisem przygotowanym do złożenia jakiegoś podpisu, ale „normalnie”, tj. w stylu casual na tle, które do nas w jakimś sensie pasuje (np. wiąże się z naszą pasją).

 

Potem warto pokazać właściwie skonstruowane CV. Tutaj nie można po prostu podać wykazu zajmowanych stanowisk, jak zwykliśmy to robić, ale trzeba zacząć od opowiedzenia czegoś o sobie. Czegoś, co przyciągnie uwagę klienta i będzie jednocześnie nawiązywało do tematu doradztwa podatkowego. Później dopiero można w skrócie omówić własne doświadczenie i na końcu podać wykaz zajmowanych stanowisk (albo też podać link do profilu biznesowego w którymś z portali profesjonalnych: GoldenLine, czy LinkedIn).

Dodatkowo można zamieścić nagrania wideo z wywiadami partnerów kancelarii podatkowej, gdzie opowiadają oni o sobie oraz o kancelarii.

Najważniejsze znaczenie dla zbudowania relacji z klientem kancelarii podatkowej ma jednak pokazanie siebie w zakresie charakteru wypowiedzi oraz interakcja z tym klientem. Można bowiem zaniechać powyższych metod budowania sympatii, ale bez odpowiedniego zaangażowania w treść i dialog cała strategia tworzenia więzi za pomocą Internetu legnie w gruzach.

Czy blog nadaje się do budowy relacji

Aby zatem zbudować w sieci relację z klientem musimy mieć właściwe narzędzie, które taki dialog umożliwia. Musi ono dawać możliwość inicjowania dyskusji i prowadzenia swobodnej konwersacji w czasie rzeczywistym. Z tego punktu widzenia najlepiej do tego celu nadaje się właśnie blog: dla kancelarii podatkowej blog skupiający się na zagadnieniach prawa podatkowego.

Aby jednak blog rzeczywiście prowadził do zbudowania relacji doradca – klient, musi on być prowadzony swobodnie. A to znaczy, że treść powinna odzwierciedlać osobowość jego autora, jak również, że powinien on uczestniczyć w dialogu z osobami udzielającymi się w jego blogu.

Co oznacza, że blog podatkowy powinien być prowadzony swobodnie? Przede wszystkim trzeba sobie zdać sprawę z tego, że blog to medium społecznościowe, a więc – jak mówią niektórzy – „miejsce spotkań”. I, podobnie jak na spotkaniu rozmawiamy inaczej, niż piszemy, tak samo w blogu stylem dominującym jest styl swobodnej rozmowy.

Kiedy przejrzymy blogi prawnicze i podatkowe okaże się, że niestety jest to warunek najtrudniejszy do spełnienia. Większość z nich jest pisana sztucznie, przez co nigdy nie osiągną swojego potencjału. Ten sposób komunikacji nie buduje żadnej relacji. A to jest – jak już wiemy – jedną z najważniejszych zalet bloga podatkowego.

Jednakże utrzymanie prawidłowego stylu w blogu i przez to pokazanie własnej osobowości nie jest wbrew pozorom trudne (nawet w blogu podatkowym), jeżeli tylko postępuje się wedle generalnej wskazówki: pisz tak, jakbyś rozmawiał ze swoim przyjacielem. Sposobów na napisanie naturalnego w swym charakterze artykułu może być wiele.

 

Uczestnictwo w dialogu, który rodzi się w blogu, ma równie decydujące znaczenie dla budowy relacji z jego gośćmi, co styl wypowiedzi. Dialog jest nieodłącznym elementem budowy stosunków międzyludzkich, dlatego nierozsądne jest pozostawianie komentarzy w blogu bez odpowiedzi (co często można zauważyć w blogach prawniczych). Co więcej, jak pokazują wyniki badań, responsywność autora bloga ma nie tylko wpływ na budowę relacji z osobami, które dany komentarz pozostawiły, ale również z osobami trzecimi, których odpowiedź nie dotyczy. Warto zatem udzielać się w dyskusji podobnie, jak udzielalibyśmy się podczas spotkania w świecie rzeczywistym.

Umiejętne wykorzystanie bloga podatkowego, jako narzędzia marketingu, ostatecznie buduje niesamowitą więź z klientami, która może trwać nawet latami. Warto to wykorzystać do budowy biznesu podatkowego w XXI wieku. W czasach, w których nasi klienci mają zupełnie inne oczekiwania, upodobania i możliwości, niż jeszcze 10 lat temu.

 

 

 


Tożsamość, cele, kompetencje i Networking w Nowoczesnej Kancelarii

Luty 24, 2011

[UWAGA! Blog przeniosłem na stronę www.e-MarketingPrawniczy.pl Zapraszam! >>]

Ostatnio spotykają mnie same przyjemności 🙂

Wczoraj miałem okazję opowiadania o blogach prawniczych gronu studentów prawa i aplikantów. Wszystko działo się na Akademii Leona Koźmińskiego, podczas seminarium, które prowadził nikt inny, jak Ryszard Sowiński: Nowoczesna Kancelaria.pl

Rafał, byłoby fajnie, gdybyś wpadł i poopowiadał nieco na temat blogów i e-marketingu prawniczego.

Mnie długo namawiać nie trzeba, więc dałem się uwieść 🙂

Ale ja nie o tym chciałem…

Słuchając wykładu Ryszarda zdałem sobie sprawę z wielu rzeczy. Między innymi z tego, jak ważne jest postawienie sobie fundamentów przy starcie kancelarii. Bo niby to się zawsze wie takie rzeczy, jak cel, plan, promocja, narzędzia marketingowe, tożsamość, itd. Lista jest długa.  Ale co innego usłyszeć to z ust osoby, która ma doświadczenie.

A w końcu najważniejszy jest start, bo jak się już wejdzie na dobry tor, to się nim pędzi do przodu. Gorzej, jak się jedzie po torze kogoś innego, nie pasującym zbytnio do mojego rozstawu osi: maszyna może sie zepsuć, chyba że się ją w porę przestawi na tor właściwy.

Przy okazji mogłem też poznać Ryszarda, jako wykładowcę i osobę umiejącą świetnie przekazać swoją wiedzę.

Zanim podejmiesz decyzję o budowie własnej kanelarii, dobrze pomyśl nad budową jej fundamentów, albo po prostu poproś Ryszarda o pomoc. Przy obecnym stanie rynku usług prawniczych jest to co najmniej rozsądne.

PS.:

Podczas tego seminarium poruszono tyle ciekawych wątków, że pewnie będę do niego jeszcze tutaj powracał.


Nie skalecz się blogiem prawniczym :)

Luty 22, 2011

Dziś pojawił się tekst Marcina Wystrychowskiego w Newsletterze Radcy Prawnego, pt.: Blog może wspierać sprzedaż i wizerunek prawnika.

Zachęcający abstrakt poniżej:

Świadomość konsekwencji podjęcia decyzji o prowadzeniu bloga jest tu najważniejsza, gdyż niewątpliwie ,,blog” jako narzędzie jest obecnie bardzo ostrym mieczem w rękach prawników. Ostrym, który potrafi pokonać przeciwników, ale też mieczem, którym bardzo łatwo się skaleczyć. I o tym, jak nim wojując pokonać przeciwnika nie kalecząc się przy tym – kilka słów poniżej.

Więcej tutaj >>

Ja mogę dodać tyle, że owo pokonywanie przeciwników, jak pisze Marcin, może być bardzo skuteczne, jeżeli do tego korzystasz umiejętnie z mediów społecznościowych. To nic innego, jak wchodzenie od kuchni na rynek – Twoja konkurencja nie wie, co się dzieje, bo nie widzi, co robisz 🙂


Skuteczność bloga prawniczego

Luty 1, 2011

Jeżeli zastanawiasz się nad wdrożeniem w swojej kancelarii strategii e-marketingowej i założeniem bloga, albo jeżeli już pewne kroki w tym kierunku poczyniłeś, na pewno zastanawiasz się, jak może się to przełożyć na wyniki Twojej kancelarii.

Często powodem, który powstrzymuje prawników od założenia własnego bloga jest obawa, że będzie to czas stracony, gdyż blog zajmuje zbyt wiele czasu, a zysk z tego żaden.

Jaka jest rzeczywistość?

Przede wszystkim musisz wiedzieć, że skuteczność bloga może mieć dwojaki charakter.

Pierwszy to taki, że faktycznie blog przyciąga klientów. Ilu? O tym za chwilę.

Drugi, że blog przyciąga do siebie tak zwane osoby wpływowe. Któż to taki?

Osoby wpływowe (Amerykanie mówią o influencers) są to osoby, które często nie będą Twoimi klientami, ale mają dla Ciebie inne znaczenie. Otóż one będą Tobie tych klientów podsyłać. Po prostu będą polecać Twój blog i Twoje usługi. Nie miejsce tutaj na opisywanie istoty tej kategorii społeczności bloga prawniczego (i tak na ten temat wiele już napisałem), ale musisz wiedzieć, że ich znaczenie dla Ciebie jest GIGANTYCZNE. Z prostego powodu: one są
dla Ciebie najlepszą reklamą (Musisz wiedzieć, że każdy biznes ma swoje osoby wpływowe. Twoja kancelaria też je ma. jeżeli nie masz bloga, to do niektórych z nich nigdy nie dotrzesz, bo blog jest narzędziem, dzięki któremu możesz się z nimi skomunikować.)

Osoby wpływowe pojawiają się zawsze. Same. Super, co? 🙂 Tak właśnie się dzieje.

Dla mojego bloga prawniczego była to pani redaktor Ewa Matyszewska z Gazety Prawnej, która co chwila prosiła mnie o wywiady, opinie, komentarze, w sprawach podwójnego opodatkowania dochodów zagranicznych. To byli też zwykli podatnicy, którzy polecali mój blog swoim znajomym. To byli blogerzy, zamieszkali za granicą, którzy wiedzieli, że mój blog zawiera cenne treści dla ich znajomych. To była w końcu pani redator z Polskiego Radia, która chciała zrobić ze mną wywiad o rozliczeniach dochodów zagranicznych. To też spora rzesza studentów, którzy pisali prace magisterskie na tematy powiązane z opodatkowaniem dochodów zza granicy. To również doradcy podatkowi, którzy polecali treści  bloga swoim klientom (bywało też odwrotnie, kiedy to klienci tych doradców chodzili do nich z wydrukowanymi artykułami z mojego bloga :)).

Jak widzisz, to grono było i jest całkiem liczne. Społeczność pęcznieje. Każda z tych osób polecała i poleca mój blog podatkowy. Ja sam nie muszę robić w tym kierunku niczego, poza dostarczaniem wartościowego kontentu.

To zresztą nie tylko moje doświadczenia, ale też doświadczenia innych blogujących prawników (Masz wątpliwości? Zapytaj Kasi Przyborowskiej, autorki bloga Prawo Medyczne).

Czy masz dostęp do lepszego narzędzia marketingowego?

Ta sama sytuacja dotyczy teraz tego bloga, który obecnie przeglądasz. Nie ma on jeszcze takiej mocy, jak blog podatkowy, gdyż dopiero co skończył rok (poza tym jego przedmiot nie jest jeszcze zbyt popularny), ale już skupia wokół siebie osoby wpływowe, które zdecydowanie pomagają mi rozwinąć mój, jeszcze wciąż niszowy, biznes.

A ilu klientów może Tobie przynieść blog?

To już zależy od wielu czynników…

Przede wszystkim od tego, jak prowadzisz swój blog. Uwierz, że jest cała armia blogów, które nigdy nie osiągną swojego potencjału, gdyż zawierają poważne błędy, często fundamentale.

Drugi to taki, jaką masz grupę docelową. Jeżeli jest to tłum osób fizycznych, to może to być spora liczba, ale jeżeli Twój blog specjalizuje się np. w przejęciach, to klientów będziesz miał mniej (co nie oznacza, że strategia e-marketingowa nie będzie zyskowna).

Trzeci czynnik to taki, co oferujesz. Jeżeli produkty (usługi uproduktowione), to pewnie możesz liczyć na większą liczbę klientów, jeżeli tylko potrafisz je sprzedać.

Amerykanie obliczyli, że na klienta z bloga prawniczego trzeba czekać statystycznie do 54 wpisów. Ale trzeba mieć na uwadze, że to tylko statystyka. Znam blogi, które pierwszego klienta przyciagnęły po tygodniu. Inne wiem, że raczej nigdy go nie przyciagną (z powodów, które podałem wyżej). Wszystko zależy od tego, czy dobrze swój blog prowadzisz.

A jak to wygląda u mnie?

Mój blog podatkowy PodwojneOpodatkowanie.pl przyciąga mi dziennie około 5 potencjalnych klientów. Nie są to osoby, które doń zaglądają (obecnie blog ten ma około 700 odsłon/dobę), ale są to osoby, które dziennie zapisują się na moją listę mailingową. Z nimi to następnie utrzymuję kontakt i buduję relację. Po czym sprzedaję.

Dziś jest tych osób już 3103. Tak to wygląda w moim blogu podatkowym.

Czy zatem blog, i strategia e-marketignowa w kancelarii, są skuteczne? Wydaje mi się, że odpowiedź nie pozostawia wątpliwości.

A jeżeli porównasz to z czasem, który poświęcasz na e-marketing, i jego ceną, okazuje się, że trudno szukać gdzie indziej tak skutecznego narzędzia promocji.


Wywiad radiowy i strategia e-marketingowa

Styczeń 21, 2011

Zastanawiałem się, czy o tym napisać.

Wszędzie powtarzam dwie ważne rzeczy, które się z blogami wiążą:

Po pierwsze: Blog gromadzi w ramach swojej społeczności przede wszystkim osoby wpływowe (m. in. dziennikarzy i redaktorów). Jak już tutaj wspominałem nie raz, osoba wpływowa to ktoś, kto posiada własną społeczność, wśród której cieszy się sporym autorytetem i ma możliwość polecenia Twojego bloga, czy nawet Twoich usług (a wiadomo przecież, że najlepszą reklamą jest właśnie polecenie).

Osoba wpływowa to nie musi koniecznie być Twój klient i przeważnie nim nie jest, ale jego wartość tkwi właśnie w potencjale generowania tych klientów dla Ciebie (pomyśl, jaki to tani sposób na pozyskiwanie kolejnych odbiorców Twoich usług!).

Po drugie: Wokół każdego biznesu i każdej kancelarii „krążą” różnorakie możliwości rozwoju. Problem jest w tym, że aby do nich dotrzeć, potrzebne są stosowne narzędzia.

Blog prawniczy jest właśnie takim narzędziem, za pomocą którego można do niektórych z tych możliwości dotrzeć. Bez takiego narzędzia nigdy nie dowiesz się, o jakie możliwości chodzi. Dość powiedzieć, że każdy, kto zaczyna pisanie bloga i wie, jak to robić, wspomina o tym, że blog zmienił nie tylko jego biznes, ale również i życie.

Dlaczego o tym piszę…

Dziś ponownie miałem zaproszenie do Programu 1 Polskiego Radia na wywiad w temacie opodatkowania dochodów zagranicznych. Wywiad w porannych Sygnałach Dnia w bloku Wiadomości Gospodarcze. Największa słuchalność.

Niestety byłem zmuszony odrzucić ofertę, gdyż nie siedzę w tym temacie już tak dobrze, jak wówczas, kiedy regularnie prowadziłem swój blog podatkowy i pisałem opinie podatkowe dla Gazety Prawnej.

Ale jest to wyraźny dowód na to, jak blog (bo ten cały fame wokół mojej osoby wziął się z bloga) pracuje dla dobra swojego autora. Nie jestem doradcą podatkowym, ani jakimś super specjalistą od podatków międzynarodowych, a dzięki blogowi jestem zapraszany na wywiady, proszony o opinie i komentarze (nawet wtedy, kiedy nie mam już na to czasu).

Zobacz, ja się o to w ogóle nie staram: nie piszę, nie dzwonię, nie proszę. To Oni, osoby wpływowe dla mojego bloga, starają się o mnie (jeżeli tak można powiedzieć).

Wiele razy słyszałem z ust prawników, że ich to nie obchodzi, i że raczej wolą nie występować publicznie, a już w ogóle, to jak zechcą, to wywiad mogą mieć na zawołanie wszędzie.

Ciekawe… Tylko że w firmie konsultingowej, gdzie kiedyś pracowałem, wystąpienie w mediach było bardzo ważnym elementem marketingu, a niestety dostać się na łamy prasy, radia, a już w szczególności telewizji, nie było łatwo.

Więc takie gadanie, świadczy w mojej opinii o braku (wiedzy?) dbałości o konsekwentny i strategiczny rozwój kancelarii (publiczne pokazanie własnego doświadcenia ma dużą wartość, gdyż choćby może być ponownie wykorzystywane do promocji kancelarii).

Tak działa blog i tak działa dobrze dobrana strategia e-marketingowa. Gromadzi wokół siebie osoby wpływowe i podaje na tacy nowe możliwości. Tak jak mnie i innym prawnikom, którzy zdecydowali się pójść tą samą ścieżką.

 


Społeczność bloga prawniczego

Grudzień 22, 2010

Dziś z Jaśkiem ulepiliśmy doprawdy gigantyczną kulę śnieżną:

Mogliśmy ją „uturlać” do takich rozmiarów tylko dlatego, że mieliśmy z górki 🙂

Jednak kiedy dzieło zostało zwieńczone posadzeniem malucha na szczycie, przyszło mi do głowy porównanie kuli śnieżnej i bloga. Oba byty, choć z różnych światów, mają wiele wspólnego.

Po pierwsze, lepienie kuli zaczyna się zawsze sformowaniem małej kulki. Podobnie jest z blogiem: zaczynamy od czegoś zupełnie niepozornego. Czegoś, co dopiero będzie się rozwijało. Jak? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że ten rozwój będzie miał miejsce.

Po drugie, do małej kuli śnieżnej, lekkiej jeszcze, mało przykleja się śniegu. Trzeba włożyć nieco wysiłku w ten etap początkowy. Dokładnie tak samo jest z blogiem: młody, przyciąga do siebie niewielu czytelników, ale w miarę upływu czasu, ich liczba wzrasta. I rośnie w sposób zdecydowany na etapie dojrzałości bloga, podobnie jak w chwili, kiedy kula jest już dużych rozmiarów i zgarnia masę śniegu ze względu na swój ciężar oraz powierzchnię.

Po trzecie, ogromna kula przyczepia do siebie wraz ze śniegiem wszystko, co znajdzie się na jej drodze: trawę, suche gałązki, a nawet kamyczki wydobyte własną masą spod śniegu. Podobnie jest z blogiem, który w okresie swojej dojrzałości przyciąga masy czytelników, wśród których są nie tylko klienci i potencjalni klienci, ale również osoby wpływowe (influencers), którzy nie koniecznie muszą rokować na konwersję w klientów, ale przede wszystkim są autorytetem dla własnych społeczności (mają na nie wpływ – stąd nazwa), którym mogą polecić blog. Wśród osób wpływowych są dziennikarze, inni prawnicy (m. in. wewnętrzni), koledzy i przyjaciele, środowiska akademickie, osoby z branży, byli klienci, itd. Oni będą polecali Ciebie, Twój blog, Twoje doświadczenie, Twoją wiedzę. Ty musisz tylko założyć blog prawniczy i go właściwie prowadzić. Musisz zacząć lepić kulę.

I nigdy nie wiesz, kto przylgnie do Twojej kuli, ale musisz wiedzieć, że wynikiem swojej pracy (strategii) będziesz napewno zaskoczony. Dlaczego? Dlatego, że nie wiesz, kogo przyciągną Tobie osoby wpływowe.

Po czwarte wreszcie, tak jak Jaś, tak i Ty w końcu będziesz mógł z dumą usiąść na własnej wielkiej kuli i powiedzieć: Ja to zrobiłem! 🙂