Statystyki bloga e-MarketingPrawniczy

Lipiec 31, 2010

Koniec miesiąca, a zatem czas na małe podsumowanie i statystyki niniejszego bloga.

Pomimo tego, że właśnie mamy środek sezonu urlopowego, to jednak prawnicy nie odpoczywają. Widać to po wzroście odsłon bloga (uprzednio byłem niemal pewien, że w lipcu blog ten zaliczy spadek popularności, ale jednak się myliłem, i to bardzo). Okazuje się, że lipiec był miesiącem znaczącego ruchu w blogu.

Statystyki:

Na wykresie wyraźnie widać wzrost liczby odsłon w lipcu… aż o 404 odsłony. To bardzo dobrze!

Jakie artykuły cieszyły się wówczas największą popularnością?

Jakie mamy polskie blogi prawnicze – 82 odsłony

O (nie)skuteczności AdWords w branży prawniczej – 46 odsłon

Dorota Hołubiec – „Zarządzanie Kancelarią Prawną” – 43 odsłony

Najlepsze strony kancelarii prawnych – 33 odsłony

Blog prawniczy pracownika kancelarii – 30 odsłon

Dlaczego blog e-Marketing Prawniczy notuje taką zwyżkę?

Przede wszystkim dlatego, że coraz lepiej się pozycjonuje. Nie tylko w Google, ale również w świadomości osób odwiedzających, którzy widząc sporą ilość artykułów i dużą częstotliwość nabierają przekonania, że jego autor poważnie podchodzi do tematu e-marketingu usług prawniczych. Ilość odwiedzin oczywiście przekłada się na ilość klientów.

Wspomniane powyżej reguły dotyczą zresztą każdego bloga, bez względu na jego przedmiot.

Jakie linki były najczęściej klikane w niniejszym blogu?

podwojneopodatkowanie.pl/ – a więc mój blog prawniczy – 36 kliknięć

remitent.pl/ – blog o prawie wekslowym -24 kliknięcia

blaszyk-jarosinski.pl/ – blog o prawie i nowych technologiach – 22 kliknięcia

webilex.wordpress.com/ – link do bazy wiedzy webilex – 19 kliknięć

spolkaiprawo.wordpress.com/ – blog o prawie spółek – 19 kliknięć

Z powyższej analizy wynika, że odwiedzający niniejszy blog są przeważnie zainteresowani konkretnymi blogami prawniczymi. Jednak nie ma się co dziwić takim danym, jeżeli najczęściej czytanym artykułem był Jakie mamy polskie blogi prawnicze A zatem poza nielicznymi wyjątkami najczęstszą ścieżką wyjścia z tego bloga jest któryś z blogów koleżanek i kolegów z branży.

Ok. Zobaczmy teraz skąd przyszło najwięcej gości:

goldenline.pl/rafal-chmielewski2 – jest to mój profil na GoldenLine – 17 wejść

google.pl/ – wejścia z Google Polska – 15 wejść

nowoczesnakancelaria.pl/?p=1&cpage=1 – blog pana Ryszarda Sowińskiego – 13 wejść

goldenline.pl/forum/1336200/marketing… – dyskusja GoldenLine Marketing prawniczy to już historia – 13 wejść

goldenline.pl/forum/1755852/dlaczego-… dyskusja GoldenLine Dlaczego warto mieć blog prawniczy – 8 wejść

Co wynika z tej części analizy? Że warto mieć dobrze napisany profil w GoldenLine, oraz że w ogóle GoldenLine jest ważnym miejscem, w którym warto „bywać” (przynajmniej jeżeli w zakresie podmiotowym potencjalnych klientów znajdują się prawnicy). Świadczą o tym aż 3 popularne linki z tego źródła z pięciu topowych ścieżek dojścia do bloga.

I jeszcze najważniejsza uwaga, warta może tysiące EUR albo i więcej… Nie przeceniajmy Google! Zawsze mówię, że pozycjonowanie nie zadecyduje o powodzeniu strategii e-marketingowej. O tym jednak zadecyduje obecność w innych miejscach sieci i bardzo dobra treść. Porównajmy: Google – 15 wejść; pozostałe – 51 wejść. Wniosek? Dbałość o pozycjonowanie jest ważna, ale zdecydowanie nie najważniejsza!

Reklamy

O (nie)skuteczności AdWords w branży prawniczej raz jeszcze

Lipiec 29, 2010

Wczoraj dostałem takiego maila na skrzynkę pocztową w GoldenLine:

Witam, czytam Pana bloga, glownie o sem [search engine marketing, czyli marketing w wyszukiwarkach – mój dopisek] dla prawnikow i tak sie zastanawiam, co Google Panu zrobilo, ze tak na AdWordsy [czyli linki sponsorowane Google – mój dopisek] Pan najezdza? 😉 Zgadzam sie z opinia, ze zle przygotowana kampania moze przyniesc straty. Zdarzylo mi sie jednak, iz pewnego dnia klient (kancelaria) zadzwonil do mnie z prosba o wylaczenie reklam ze wzgledu na to, ze nie nadazali z tematem. To tak jak z tym stwierdzeniem odnosnie budowania stron przez obszczymurkow: „sasiadka basia ma na pewno fajnego wnuczka, ale niektore rzeczy najlepiej jest pozostawic profesjonalistom” ;)Mam wrazenie, ze nie do konca wgryzl sie Pan w temat. Porownywania narzedzi typu blogi vs wyszukiwarki jest bezsensowne, gdyz sluza one zupelnie innym celom 🙂 Tak czy siak, zycze sukcesow w „edukowaniu srodowiska” i napedzaniu nam pozycjonerom klientow :-))) P.S. Czekam na tagi na blogu! (obowiazkowo) Pozdrawiam JW

Mail ten powinien był trafić jako komentarz pod artykułem Prawniku, masz kampanię w Google AdWords? To ją zakończ! – vol 2. Ale skoro pomieściła go moja skrzynka mailowa, to może niech będzie on tłem dla kolejnego wpisu…. a raczej asumptem do polemiki.

Po pierwsze nie najeżdżam na reklamy sponsorowane Google, ale wyrażam pogląd, że nie są one skuteczne w branży usług prawnych (w innych jest inaczej). Dlaczego?

  • E-marketing prawniczy opiera się na budowaniu relacji z klientem, a więc na wzbudzaniu w nim zaufania. Reklama sponsorowana prowadzi zazwyczaj do strony firmowej, a jak wiemy z cytowanego artykułu, strona firmowa nie buduje relacji z klientem. Jak pokazują badania 95% osób nie wierzy reklamie, a tylko 8% wierzy w to, co firmy mówią o sobie. Wynika z tego, że strona internetowa, będąca reklamą (wizytówką), jest nieskuteczna, jako źródło pozyskiwania klientów. Skuteczna strategia marketingowa to taka, która buduje relację z klientem, a to można osiągnąć dzięki zastosowaniu m. in. narzędzi e-marketingowych (blog, autoresponder, serwisy społecznościowe, itd.). A więc link sponsorowany Google może być w miarę skuteczny, jeżeli będzie prowadził do KONKRETNEGO miejsca w sieci, które jest w stanie taką relację zbudować. Jeżeli prowadzi do zwykłej strony internetowej, to jego skuteczność jest wielokrotnie niższa (a trzeba wiedzieć, że ze względu na konkurencję w słowach kluczowych, cena tego typu reklamy jest dość wysoka).
  • Linki sponsorowane AdWords są coraz częściej świadomie, albo nieświadomie, pomijane przez użytkowników wyszukiwarek. Podobnie jest z bannerami reklamowymi, których pełno w internecie. Po prostu jesteśmy na nie ślepi i dlatego nie odnoszą one żadnego skutku (chyba, że dołączone są do nich „wzmacniacze”, typu pop-up i inne śmieci). To samo zaczyna się dziać z reklamami tekstowymi Google.
  • Budżet linków sponsorowanych jest często „wyklikiwany” przez konkurencję kancelarii.

Po drugie, (Zgadzam sie z opinia, ze zle przygotowana kampania moze przyniesc straty) dobrze przygotowana kampania w tym zakresie wymaga dogłębnej znajomości treści pozostawionej w sieci przez prawnika. Dlaczego? Ponieważ trzeba wiedzieć dokładnie, gdzie jest dany artykuł, dana opinia, aby wiedzieć, dokąd potencjalny odbiorca reklamy powinien dotrzeć, aby doszło do nawiązania relacji (wzbudzenia zaufania). Jeżeli wyląduje on ogólnie na blogu, a jeszcze gorzej – na stronie internetowej, to takie nawiązanie relacji jest niemal niemożliwe, albo przynajmniej utrudnione.

Po trzecie, (Zdarzylo mi sie jednak, iz pewnego dnia klient (kancelaria) zadzwonil do mnie z prosba o wylaczenie reklam ze wzgledu na to, ze nie nadazali z tematem) nie wykluczone, że taki przypadek, kiedy nagle zwalił się tłum klientów dzięki kampanii linków sponsorowanych, się wydarzył, ale jednak dla mnie jest to wątpliwe. Poza tym, jako że na co dzień obcuję z tym środowiskiem, znam osobiście całą masę skarg prawników na zerową skuteczność tej formy marketingu.

Po czwarte, (Porownywania narzedzi typu blogi vs wyszukiwarki jest bezsensowne, gdyz sluza one zupelnie innym celom) zgadzam się, że blogi i wyszukiwarki służą różnym celom, ale właśnie dlatego warto je porównywać pod względem przydatności dla celów e-marketingu prawniczego. Nie twierdzę przy tym, że wyszukiwarka się do tego celu nie nadaje. Wręcz przeciwnie! Ale jednak opieranie całej strategii e-marketingowej w kancelarii prawnej na reklamach AdWords jest absolutną pomyłką.

Dziękuję za życzenia powodzenia (Tak czy siak, zycze sukcesow w „edukowaniu srodowiska” i napedzaniu nam pozycjonerom klientow), a na temat sztucznego pozycjonowania również wyraziłem tutaj, tj w blogu,  swój pogląd.

I na koniec… (P.S. Czekam na tagi na blogu!), tagów nie było, nie ma, i nie będzie. Dlaczego? ….

… proszę o sugestie odpowiedzi w komentarzach! 🙂


Ile czasu poświęcisz na swój blog? 4 rewelacyjne blogi prawnicze.

Lipiec 28, 2010

Ile czasu trzeba poświęcić blogowi, aby można było powiedzieć, że jest on sukcesem dla kancelarii prawnej?

Kilka dni temu miałem przyjemność przeczytać artykuł 4 Successful Law Blog Case Studies autorstwa Adriana Dayton. Adrian zadał autorom czterech wyśmienitych i znaczących blogów prawniczych pytania, ile czasu spędzają na  ich prowadzeniu … z tak wielkim sukcesem.

Na marginesie: z reguły nie tłumaczę artykułów, podając link do właściwej strony, ale tym razem zrobiłem wyjątek, bo tekst jest bardzo ciekawy, pouczający i odpowiadający na szereg wątpliwości polskich prawników, którzy wciąż się wahają, czy rozpocząć przygodę z e-marketingiem prawniczym. Z góry też przepraszam za niedociągnięcia językowe 🙂

Oto treść artykułu:

4 nadzwyczajnie zyskowne blogi prawnicze – studium przypadku

Czy jesteś skłonny poświęcić się, by mieć doskonały blog prawniczy?

Większość prawników nie ma takiego zamiaru.

Zazwyczaj pożądają oni uznania i wyróżnienia, nowych klientów, wywiadów telewizyjnych i wzmianek w Wall Street Journal, ale nie są skłonni poświęcić swojego czasu. Pozwól, że wyjaśnię… stworzenie poważnego bloga prawniczego, który ma istotny wpływ na twoją praktykę prawniczą, wymaga sporego nakładu pracy. Dokładnie tak samo, kiedy kupiłem mój pierwszy dom: to była tania przejęta za długi nieruchomość, wymagająca prac remontowych i renowacyjnych. Znajomi mówili: doprowadzenie tego domu do normalnego stanu będzie ciebie kosztowało dwa razy więcej pieniędzy i czasu, niż myślisz. Mieli rację.

Osiągnięcie czegokolwiek znaczącego w życiu wymaga poświęcenia i to samo tyczy się blogowania. Ten artykuł skupia się na czterech prawnikach, którzy odnieśli niebywały sukces w blogowaniu, oraz pokazuje ile czasu i wysiłku faktycznie wymagało od nich stworzenie zyskownego bloga prawniczego.

Case Study #1: Connecticut Employment Law Blog

Zacznijmy od Daniela Schwartz’a, prawnika z Connecticut, specjalisty z zakresu prawa pracy i autora Connecticut Employment Law Blog.  Kiedy go zapytałem, czy wysiłek oraz czas spędzony na prowadzeniu bloga były tego warte, on mi odpowiedział:

Tak. Blog skutkował kilkudziesięcioma  wywiadami, nowymi znajomościami, zwiększyła się moja rozpoznawalność wśród osób z branży (a także wśród moich przeciwników) i, rzecz jasna, zdobyłem klientów. W Connecticut zaczęto o mnie dyskutować, co doprowadziło do powstania nowych możliwości, o których nawet nie miałem pojęcia.

Zapewne większość prawników marzy o takim biegu spraw, ale czy są oni chętni do podjęcia tego wyzwania? Daniel przyznał, że blogowanie zajmuje mu 2-3 godziny tygodniowo, nie licząc czasu poświęconego na lekturę innych blogów i interakcji na Twitterze. I tak od niemal 3 lat. Ale, jak zaznaczył, liczba odsłon jego bloga powoli zbliża się do 1.000.000.

Case Study #2: Chicago IP Litigation Blog

Jako drugi przypadek weźmy pod lupę partnera kancelarii Holland & Knighta, Davida Donoghue.  David, w swoim blogu Chicago IP Litigation Blog, specjalizuje się w postępowaniach sądowych północnej części Illinois. Blog ten ma już 4 lata i kiedy go zapytałem, ile czasu spędza na jego prowadzeniu, odpowiedział:

To zależy od tego, co jeszcze mam do zrobienia, i czy jest o czym pisać. Zazwyczaj piszę artykuły do mojego bloga 1-3 tygodni na przód ze względu na zwariowany plan rozpraw sądowych. Ale w tygodniu staram się nie przekraczać 3-10 godzin spędzonych na blogowaniu.

Zauważ, że David spędza dość dużo czasu na prowadzeniu swojego bloga: aż do 10 godzin na tydzień. Z mojego doświadczenia wynika, że nie jest to jednak nic nadzwyczajnego.

Blog Davida zdobył nagrodę dla najlepszego bloga prawniczego w Chicago, był wyróżniony przez ABA jako jeden ze 100 topowych blogów i, najważniejsze, przyniósł swojemu autorowi wiele poważnych spraw sądowych. Pierwsze 2 lata blogowania nie przynosiły jakichś znaczących rezultatów i upłynęło dość sporo czasu, zanim David zyskał z tego źródła pierwszego klienta.

Case Study #3: Quirky Employment Questions Blog

Jako trzeci weźmy przypadek partnera kancelarii Dorsey & Whitney, Roy’a Ginsburg’a, i jego blog Quirky Employment Questions. Forma blogowania Roy’a’s jest nieco odmienna. Otóż w swoim blogu, dotyczącym prawa pracy, każdego tygodnia zadaje on jedno pytanie, a jego czytelnicy próbują na nie prawidłowo odpowiedzieć. Ten model sprawdza się doskonale, ponieważ angażuje społeczność bloga, czego  wynikiem jest bardzo duża grupa osób go odwiedzających, sięgająca około 10.000 unikalnych gości w miesiącu. Tak duża liczba gości bloga skutkowała wieloma tysiącami klientów. Roy prowadzi swojego bloga około 3 lat i spędza na tej czynności około 5 godzin tygodniowo.

Kluczowe jest to, że blogowanie nie jest łatwą pracą. Zajmuje wiele czasu i wymaga sporej liczby artykułów zanim blog naprawdę wystartuje. W jednym z ostatnich postów w moim blogu podkreśliłem, że według badań Hubspot  konieczne  jest napisanie średnio 52 artykułów, aby blog zaczął przynosić zyski. Jeżeli twoja aktywność na tym polu równa się jeden post w miesiącu, to zajmie ci 4 lata dojście do tego poziomu. Blogerzy mający sukcesy na swoim koncie wspólne mają to, że ich kolejne artykuły pojawiają się regularnie w każdym tygodniu. To jest kluczowy element skutecznego bloga prawniczego.

Case Study #4: China Law Blog

Jako ostatniemu, przyjrzyjmy się blogowi autorstwa Dan’a Harris’aChina Law Blog.  Oto jego odpowiedź, kiedy go zapytałem, czy blog ten był wart czasu nań poświęconego:

Absolutnie tak. Zdobyliśmy ogromną liczbę klientów prosto z tego bloga. Braliśmy udział w niezliczonych wywiadach w ważniejszych mediach, czego źródłem również był nasz blog. Pozwolił on nam także na nawiązanie stosunków z dużą liczbą kluczowych dla chińskiego prawa i biznesu osób. Dzięki blogowi otrzymujemy od naszych czytelników stale świeże informacje o tym, co dzieje się w Chinach, co z kolei przyczynia się do lepszej obsługi naszych klientów. Nasz blog – w końcu – spowodował, że staliśmy się bardziej sławni i rozpoznawalni na rynku.

Dan spędza około 5 godzin tygodniowo na prowadzeniu bloga, nie licząc czasu spędzonego na przeszukiwaniu sieci,  co i tak musiałby robić.

Każdy może mieć blog prawniczy, który będzie dużym sukcesem. Jedyna bariera kryje się w nas samych. Czy chcesz  poświęcić niezbędny czas ? Czy chcesz zapłacić cenę,  aby mieć świetny blog prawniczy? Czy chcesz się oddać swojemu blogowi? Jeżeli odpowiedź brzmi tak, to lepiej zacznij już to robić.

***

Tyle artykuł. Teraz zdradzę, ile czasu zajmuje mi praca nad moim blogiem… a w zasadzie blogami 🙂

Jeżeli chodzi o blog PodwojneOpodatkowanie.pl, to w końcowej fazie jego prowadzenia, nowy wpis tworzyłem raz w tygodniu, co zajmowało mi – w zależności od długości – od 0,5 do 1,5 godziny. Wcześniej jednak, szczególnie na początku, wpisy były częstsze, tj. starałem się, by nie następowało to rzadziej, niż 3 razy w tygodniu (czasem wpisów było 5). Na początku duża częstotliwość jest niezbędna, aby blog „pobudzić do życia”, ale potem można już nieco zluzować… byleby nie przesadzić 🙂 Obecnie w blogu tym nie napisałem słowa od dwóch miesięcy, ale ,jak wnioskuję po danych statystycznych, nie odbija się to nim aż tak bardzo niekorzystnie. Niemniej takiego postępowania nie polecam osobie, która poważnie podchodzi do własnego bloga. Poważnie, tzn. ma określony konkretny cel w jego rozwijaniu.

Jak wygląda skuteczność tego bloga podatkowego po niemal 2 latach? Liczba klientów: ponad 2800 (z czego niemal 1000 kupiło moją książkę), liczne wywiady i opinie w Gazecie Prawnej, szersze kontakty ze środowiskiem prawniczym. Nawet miałem telefon z Polskiego Radia (pr. I), aby wypowiedzieć się w temacie opodatkowania dochodów zagranicznych, ale ostatecznie wybrano – co doskonale rozumiem – konsultanta z Ernst&Young (gdybym był chociaż doradcą podatkowym, to na pewno bym tego wywiadu udzielił).

Co do bloga e-MarektingPrawniczy.pl to tutaj historia jest zupełnie inna 🙂 W związku z tym, że problem marketingu prawniczego w sieci jest zupełną nowością, to moją główną rolą jest edukacja środowiska. Nie mogę tego zrobić inaczej, jak po prostu pisać i mówić jak najwięcej na ten temat. Z tego punktu widzenia staram się, by kolejne artykuły w tym właśnie blogu pojawiały się jak najczęściej, a więc co najmniej 5 razy w tygodniu. Nie zawsze udaje mi się utrzymać ten reżim, ale jednak się staram. Duża częstotliwość ma jeszcze tutaj tę zaletę, że po prostu w Internecie zaczyna roić się od słów kluczowych mojego autorstwa, które oczywiście prowadzą do moich treści. A to wiedzie wprost do kolejnych klientów. Średni czas wpisu to około 1,5 godz, ale czasem więcej, jak np. w przypadku dzisiejszego postu.

Skuteczność? Pierwszy klient pojawił się po około 3 miesiącach. Obecnie, po ponad pół roku prowadzenia tego bloga e-marketingowego, mam już ich kilku i, co ważne, to nie ja zabiegałem o nich, ale oni o mnie. Blog ten niewątpliwie nie uzyskał jeszcze pełni swojej mocy, ale sądzę, że nastąpi to za około 6 miesięcy.

Wystarczy! 🙂


Kto widzi twój blog prawniczy

Lipiec 27, 2010

Kto odwiedza twój blog prawniczy?

Jeżeli myślisz, że tylko twoi klienci, to…. nie. I NIE dobrze by było, gdyby tylko oni czytali to, co masz do powiedzenia….

Na szczęście wśród gości są również osoby wpływowe (tzw. influencers). „Wpływowe”, to nie znaczy z koneksjami 🙂 Wpływowe, to znaczy mające szerokie grono osób, dla których są autorytetem.

Wśród twoich czytelników są także dziennikarze.

Wśród osób odwiedzających twój blog są też inni prawnicy i studenci, a także osoby urzędowo zajmujące się działem prawa, który opisujesz w swoim blogu.

Sam widzisz, że krąg osób zainteresowanych twoim tematem jest duży, a klienci rekrutują się nie tylko z grona tych, którzy widzą co masz do powiedzenia w blogu prawniczym, ale także są to osoby z polecenia tych, którzy nigdy z twojej oferty nie skorzystają… ale za to skontaktują ciebie z potencjalnymi klientami.


„Traditional marketing is dead…”

Lipiec 26, 2010

http://www.alterian.com/ourcompany/newsevents/news/brands-at-risk/


Prawniku, masz kampanię w Google AdWords? To ją zakończ! – vol 2.

Lipiec 23, 2010

W maju napisałem artykuł pt. Prawniku, masz kampanię w Google AdWords? To ją zakończ! o bezsensowności tego typu reklamy w e-marketingu usług prawnych. Reklamy kontekstowe są kosztowne i nieskuteczne. Tymczasem wiele firm prawniczych uparcie pcha się na pierwsze strony wyników wyszukiwania Google w poszukiwaniu tam źródła klientów (co ma sens, ale nie w tej formie reklamowej).

Dziś natomiast otrzymałem z autorespondera maila od Toma Forestera, który zajmuje się w USA budowaniem stron internetowych w branży prawniczej. Mail ten jest pierwszym z  serii porad o tym, czego prawnicy nie powinni robić w sieci, albo raczej: jakie są największe błędy popełniane w ramach ich kampanii e-marketingowych.

Oto treść maila:

This is a huge mistake. Pay per click (PPC) ads can be extremely expensive, and more often than not, the people that click on these ads will not choose you to be their attorney. That’s a waste of a click, and a waste of your money. It’s no secret to PPC companies that attorneys bid high for keywords. After all, it’s very easy and attorneys could see themselves on page one very quickly under sponsored links.  Some are easily seduced by this and will gobble up as many keywords as they can, more often than not, without any form of tracking or budgeting.  But, heck, they are on page one! The fact is, six out of ten searchers prefer natural search results over PPC or sponsored links.

Dokładnie tak! Prawnicy „podniecają” się widokiem własnej reklamy na pierwszej stronie, a nie zdają sobie sprawy z tego, że jest ona bezużyteczna. Mało kto klika w te boksy reklamowe, a jeżeli już ktoś to robi, to raczej nie korzysta z usług tej kancelarii (nie wspominając o praktykach klikania przez konkurencję, aby wydusić pieniądze z kancelarii).

A co jest zdaniem Toma korzystne? Oto pisze on dalej tak:

It’s vital that you direct your efforts by improving your website’s content.  You need to build content equity in your website, and you do that by adding relevant content for the kinds of cases you are looking for.

O tym, że treść strony jest najważniejsza, piszę i ja tutaj do znudzenia. Content is King! mawiają amerykanie i tego trzeba się trzymać. Zresztą to nie jest nic nowego: tak było, jest i będzie! Kropka! Zawsze meritum przeważało ostatecznie nad formą. Oczywiście stworzenie wartościowej treści jest czasochłonne i trudne, ale w efekcie zawsze się przecież opłaca.

Dlatego blogi cieszą się dużą popularnością. Bo w tę formę można zamknąć wiele wartościowej treści. A ten wysiłek się opłaca.

Jeżeli zaś ktoś przedkłada formę nad treścią… to może dalej wydawać pieniądze na bezużyteczne kampanie reklamowe w Google AdWords.

——

Nie mówię tutaj, że kampanie Google AdWords są generalnie nieskuteczne. Nieskuteczne są w branży usług prawniczych.



Coffee, tea, juice, beer for bloggers – pierwsze spotkanie za nami

Lipiec 22, 2010

Dziś miałem przyjemność spotkać się z Leszkiem Malinowskim, autorem bloga Remitent.pl, specjalizującym się w prawie wekslowym.

Spotkanie nasze było wynikiem mojego zaproszenia wszystkich, zainteresowanych tematyką e-marketingu prawniczego, na małe pogaduchy przy kawie, soku, piwie … jak kto woli. Na zaproszenie odpowiedziały dwie osoby, przy czym jedna z nich przebywa obecnie w USA i nie mogła być obecna, a drugą był właśnie Leszek.

O czym rozmawialiśmy?

O nas samych (wszak pierwszy raz się widzieliśmy) i o e-marketingu – rzecz jasna 🙂 Było bardzo sympatycznie!

Mam nadzieję, że nie było to ostatnie spotkanie z serii BEER for BLOGGERS, i że niebawem znowu się zobaczymy… najlepiej w większym gronie!